Zima w Biesach

Mieliśmy kłopoty.
Patrzę jak sprzęt pada w śnieg, płomień zaczyna omiatać butlę z gazem. Robię krok w tył, Wojownik odwraca się, ja nie czekam dłużej, nogi same nas zaczynają nieść. Byle dalej od epicentrum. Biegniemy po śniegu, kilka-kilkanaście kroków, potem gleba na ryj i czołgamy się nisko opuszczając głowy.
Za nami coraz większy płomień. Rzut oka za siebie. Dlaczego to nie pęka?! Mikrosekundy się wleką. Wreszcie syk i huk. Wystraszyliśmy chyba wszystkie niedźwiedzie w okolicy, przy okazji straciliśmy paliwo i jeden palnik. Na szczęście systemy były zdublowane, Wojownik z plecaka wydobył zapasowy zestaw.

Mieliśmy kłopoty.
Zapadam się. Kilka metrów poniżej widzę strumień i kamienie. Rzucam się na bok, staram ułożyć ciało w poprzek belek spróchniałego mostu, żeby nie spaść do wody. Wojownik, stojący na stałym gruncie, łapie mnie za górną część plecaka i wywleka z powrotem na brzeg.
Rozpoczynamy drugie podejście. Próbujemy sforsować most, belki nieliczne, a całość przysypana metrem śniegu, więc nawet nie widać, czy to jest w jednym kawałku. Do wody dwa-trzy metry w pionie. Tym razem wybieramy środek konstrukcji. Wojownik zdejmuje plecak. Asekuruje mnie z brzegu i musi być lekki, gdybym wpadł do wody. Wbijam kije po rękojeść w śnieg i sprawdzam, czy na dole jest belka, czy dziura. Dwa kroki, znowu kije, dwa kroki, znowu kije. Udało się. Jedynie dziesięć metrów było-sobie-mostu i tyle zabawy.

Mieliśmy kłopoty.
Nie wiem która to już godzina orki po kopnym śniegu. Ręcznie robione rakiety przeniosły nas po polu śnieżnym, ale pod Wojownikiem się rozsypały. Zaczyna do mnie docierać. Przy takich zaspach nie ma szans na zejście z gór przed nocą. Zaczynam się mentalnie przygotowywać na nieplanowany kamping. Czwarta noc w namiocie przy dziesięciu stopniach poniżej zera. A nastawialiśmy się na trzy.

Oto krótka opowieść o czterech dniach w Biesach. Zimą i poza oficjalnymi szlakami.

P.S. Pewnej nocy Wojownik przyznał się, że znowu zapomniał wyjąć wędzony boczek z plecaka. No i na cholerę nam cała ta ostrożność z wywieszaniem worka z żarciem kilkanaście metrów od namiotu, jeśli wabik na wilki trzymamy pod głową?