Islandia - rzecz o trawersie
Koncepcja wycieczki na Islandię zrysowała się rok temu, kiedy szukając informacji o trekkingu po Wyspie trafiłem w sieci na blogi Kasi i Łukasza, którzy zainspirowali mnie do zrobienia trawersu, czyli pieszo od morza do morza bez jeżdżenia samochodami.
Fotki z wycieczki można obejrzeć tutaj: totem.gallery
Formuła:
Trawers robiłem w trybie "bez pomocy z zewnątrz", czyli szedłem tak jakby nie było na wyspie nikogo. Zależało mi na osiągnięciu niezależności sprzętowej, energetycznej i zaopatrzeniowej, tak żeby zrealizować projekt bez uzupełniania zapasów po drodze. Taki trening przed następnymi wycieczkami.
Sprzęt przygotowałem przed wyjazdem, baterie ładowałem za pomocą słońca, a żarcie niosłem na całe dziesięć dni. Wodę nabierałem ze strumieni i jezior (przy pastwiskach odkażałem tabletkami (możne je dostać u nas w sklepach turystycznych) lub gotowałem, w górach piłem bezpośrednio ze strumieni).
Trasa:
Miałem do dyspozycji dziesięć dni, więc wybrałem wariant krótki, wzdłuż szutrowej drogi F35. Szedłem z Blonduos do Akranes. Zrezygnowałem z dojścia do Rejkiawiku, bo założyłem, że podczas tej wycieczki unikam chodzenia po asfalcie (który stolicę oplata). Poza tym w Akranes skończyłem symbolicznie przy starej latarni morskiej, tam gdzie w Atlantyk wysyła się posłańców świetlnych ;-)
Krótko w liczbach: 300 km, 10 dni
Dystans: ponad 300 kilometrów (po skomplikowanych obliczeniach matematycznych wyszło mi, że przeszedłem 312,5 km).
Średnio dziennie pokonywałem 30 km.
Najdłuższy dystans, jaki w ciągu dnia pokonałem: 43 km, było to bodaj ósmego dnia.
Pracowałem 12 godzin dziennie przez 10 dni (około 9 godzin marszu, reszta to robione po drodze odpoczynki, zdjęcia i inne przerwy afirmacyjne).
Sprzęt trekingowy:
Fakty: na Islandii pogoda jest bardzo zmienna, pada i stale wieje. To określa jaki sprzęt się przyda.
1. Warto mieć namiot, który wytrzyma silny wiatr na otwartej przestrzeni. Pomiędzy górami sporo jest płaskich terenów, pól lawowych, rozciągających się na dziesiątki kilometrów. Jak tam rozbijesz namiot, to jesteś jak na patelni. Ziemia jest podmokła, więc warto mieć nieprzemakalną podłogę pod namiot (worek, brezent lub cokolwiek innego, co nie puści wody; oczywiście niektóre pięciogwiazdkowe namioty mają do dokupienia osobno podłogę szytą na miarę).
2. Plecak i jego zawartość trzeba zabezpieczyć przed deszczem. Ja miałem przywiązaną zwykłą foliową pelerynę kupioną w kiosku. Do tego wszystkie rzeczy, szczególnie śpiwór i elektronikę, pakowałem do mocnych worów.
3. Jeśli zdecydujesz się na trasę poza szlakami i z dala od mostów, będziesz przechodził przez strumienie i rzeki. Warto mieć drugie, lekkie buty, które możesz zmoczyć. O rzekach i zasadach BHP przy przechodzeniu przeczytaj u Kasi i Łukasza - fajnie to opisali (linki poniżej).
4. Do chodzenia warto mieć coś, co ochroni przed deszczem, wiatrem i słońcem, które się w ciągu jednego dnia przeplatają. U mnie najlepiej działała kurtka gore (czyli hardshell), którą otwierałem jak świeciło słońce (ale zostawiałem kaptur na głowie, bo dawał cień i chronił przed wiatrem). Na nogach miałem zwykłe spodnie trekingowe - namaczały się i suszyły na wietrze (ale deszcz nie był intensywny; na wypadek gdyby zaczęło młócić z nieba złem, miałem ortalionowe spodnie w plecaku).
5. Kuchnia: z kraju można przywieźć palnik, gaz trzeba kupić na miejscu. Na polu namiotowym w Rejkiawiku mają kartusze z gazem, ponoć są też na stacjach benzynowych i w supermarketach. Ja kupiłem na kampingu.
6. Jeśli planujesz długie trasy, przemyśl buty - muszą być wygodne, z twardą podeszwą (wibram i spółka), ale amortyzowane. Bo łazisz cały dzień po kamieniach i po setnym kilometrze zaczynają się odbijać stopy.
7. Poza tym standardy wycieczkowe: kije trekingowe (dla mnie mus przy ciężkim plecaku i długiej trasie plus doskonały support w rwącej rzece), dobrze sprawdza się bielizna termo (bo jak mokra to działa i nie daje poczucia wilgoci), trzeba mieć okulary, czapkę, krem na słońce, ciepłe rzeczy, dla mnie musowo książka i muzyka na samotne wycieczki, sznurek i jakieś małe karabińczyki, taśmę i klej, apteczkę, i milion innych gadżetów ;-). W czerwcu (najdłuższy dzień w roku) czołówka się nie przydała - o dwunastej w nocy czytałem bez światła książkę w namiocie.
8. Jeśli wybierasz się na szlaki gdzie może leżeć śnieg, to warto mieć raczki. Jeśli idziesz na lodowiec, to zupełnie inna bajka i wymaga całkiem osobnych przygotowań (doświadczona ekipa, raki, lina, może rakiety, koncept trasy, itd.).
9. ... poza tym nie wypisuję wszystkiego, co jest potrzebne do samodzielnego campowania, bo zakładam, że jeśli jesteś zainteresowany Islandią, to masz doświadczenie w kilkudniowym poruszaniu się z mapą, kompasem i spaniem poza polami namiotowymi. Jeśli nie, to ten post nie za bardzo pomoże, bo jest zbyt ogólny.
Nawigacja:
Podstawa: kompas i mapa (do kupienia w PL lub na miejscu; do tego Cycling Map dostępny w necie). Trzeba mieć doświadczenie do posługiwania się tym w terenie.
Wsparcie elektroniczne: GPS, telefon do kontaktu ze światem i koncept na ich ładowanie.
Jedzenie:
Na dłuższą wycieczkę potrzeba mnóstwa kalorii, które są lekkie (czyli celuj w suche rzeczy) i są dobrze ułożone: tłuszcz, białko i węglowodany.
1. Ja jadam rano owsiankę (robiona samodzielnie: pół objętości to zwykłe płatki owsiane, pół zasypu to orzechy i suszone owoce; można to podsypać mlekiem w proszku, cukrem, jako akcent smakowy używam wiórków kokosowych - a przy okazji są kaloryczne, więc jest radość).
2. W ciągu dnia wciągam batona proteinowego lub słodkiego. Czasem walnę jakąś zupkę chińską.
3. Wieczorem wciągam jakiś gorący kubek (to raczej na smak) i jako główny posiłek liofa (dużo jest teraz do wyboru turystycznych pakietów liofilizowanych; ceny nie są niskie, ale porcja na dzień waży około 120 gram, czyli płacisz więcej, ale nosisz mniej).
Zamiast liofa można w sieci poszukać suszonych rzeczy do zalania wodą lub podgotowania, są też fajne firmy, które ostatnio wchodzą z tanią propozycją opcji wege. Kupujesz dwa takie pakiety na jeden dzień, powinno wyjść około 15 złotych. Jeśli nie ma opcji na wersję instant, to często biorę zwykły makaron, jedną zupkę typu gorący kubek (to mi daje tylko smak) i coś do tego makaronu, np. małą puszkę fasoli lub kukurydzy). Więcej noszenia, mniej kasy, no i jak nie ma zaopatrzenia w sklepach, to dobry wybór.
Teraz miałem też takie małe jednorazowe pakieciki z oliwą, którą wlewałem do liofa. Bodaj po 10ml.
Jednakowoż cokolwiek weźmiesz, rzuć okiem na kalorie; żeby nie było, że super-hiper żarełko, ale za to mało energii.
Podsumowując żarcie per dzień: 150 gram owsianki, 150 gram liofa plus gorący kubek, 100 gram w batonach. Czyli jeśli używasz suchych rzeczy, potrzebujesz około 400 gram per dzień, co nam daje minimum 4 kilogramy żarcia na dziesięć dni ;-).
Energia:
Ja miałem ładowarkę słoneczną i powerbank (10k). Słońcem ładowałem urządzenia (gps i telefon) i podbijałem powerbank (którego używałem do ładowania urządzeń jak nie miałem słońca lub nie mogłem rozłożyć ładowarki słonecznej).
Spanie:
Ponoć skończyły się już czasy, kiedy można było spać gdziekolwiek. Do tej pory dominuje przekonanie, że w Islandii możesz rozbić namiot wszędzie, byle nie bliżej niż 150m od zabudowań. Z tego co usłyszałem od ludzi na miejscu, od kilku lat próbują to uregulować. W praktyce - jeśli jesteś w terenach odludnych, zazwyczaj nikt nie robi problemu z rozbicia namiotu. Jeśli jesteś w parkach lub popularnych trasach turystycznych, warto korzystać z kampingów lub przynajmniej zapoznać się z lokalnymi zwyczajami.
Na trasie są od czasu do czasu schroniska bez obsługi. Mają skarbonkę i cennik za spanie. Wchodzisz, korzystasz, wrzucasz kasę do skarbonki. Dlatego jeśli planujesz spać przy chatkach - warto zabrać ze sobą rozmienione pieniądze (cena za kamping 2000, cena za chatkę 5000-6000 ISK), bo nikt nie wyda reszty.
Są też chatki ratunkowe, których się używa tylko w przypadku problemów i konieczności wezwania pomocy.
Przygotowania:
Polecam przeczytanie blogów Kasi i Łukasza, którzy bardzo rzeczowo opisują kwestię pieszych wędrówek po Islandii. Warto przeczytać oba te teksty wraz z komentarzami czytelników. Razem dopełniają się do całości i były dla mnie po pierwsze inspiracją, po drugie cennym źródłem informacji.
1. "Instrukcja obsługi" Kasi Nizinkiewicz:
http://blog.kwark.pl/islandia-pieszo-instrukcja-obslugi/
Świetny tekst dla tych, którzy chcą praktycznych przemyśleń na temat bezpieczeństwa, sprzętu i kwestii organizacyjnych.
2. Rzecz o przygotowaniach i możliwych trasach Łukasza Supergana:
http://lukaszsupergan.com/trawers-islandii-trasa-przygotowania-nawigacja-bezpieczenstwo/
Opisuje kwestie trawersu Islandii, wybieranych przez podróżników dróg, kwestie bezpieczeństwa (ratownictwo na Islandii, rejestracja wyprawy przed wyjazdem, itp.).
3. W necie jest mapa rowerowa aktualizowana co rok. Zaznaczone są tam drogi, również te mniej popularne. Mapa ma oznaczone brody, dzięki czemu wiesz, czy będziesz musiał iść przez wodę, czy uda się po moście.
4. Niedawno pojawił się przewodnik trekkingowy po polsku - można łatwo znaleźć go w necie. Mało używałem, bo szedłem po swojemu, ale może być dobrym punktem startowym w przygotowaniach i wyborze trasy.
Podsumowanie:
Ja niosłem wszystko na plecach i się okazało, że trochę za dużo mi się sprzętu na dziesięć dni zebrało. 25 kilogramów plus woda robiło mi prawie 30 na początku. Jeśli pojadę jeszcze raz, odchudzę plecak. To co pisze Kasia o plecaku rzędu 20 kg to całkiem dobry pomysł.
Raczki mi się nie przydały, ale pogoda była bardzo dobra i śniegu na trasie nie miałem.
Dobrą robotę zrobiła kurtka gore jako 'namiot' chroniący podczas marszu przed deszczem, wiatrem i słońcem.
Dla kogo ta wycieczka:
1. Jeśli masz cel sportowy (zrobić dystans, trening na długiej trasie, izolacja) - zrób trawers. Ale trzeba się liczyć, że to monotonne i raczej dla doświadczonych pasjonatów, bo na początku i na końcu idziesz po bitych drogach i poruszasz się wzdłuż dróg szutrowych, po których poruszają się samochody 4x4 turystyczne. Poza tym wchodzisz w interior, gdzie nie ma zaopatrzenia ani zbyt dużo ludzi, więc musisz mieć swoje patenty trekowo-kampingowe i wiedzę ile wziąć ze sobą żarcia, jak zdobyć wodę i ile per dzień, jak zadbać o bezpieczeństwo, nawigację i ogarnąć całe mnóstwo innych wyzwań, których nie widać na pięknie oznaczonych szlakach turystycznych w Polsce (naprawdę mamy świetnie ogarnięte góry). Łukasz (link niżej) opisuje opcję depozytów żywnościowych i wyzwań jakie daje trasa prawie tysiąca kilometrów. To już ekspedycja wymagająca specjalnej obsługi.
2. Jeśli lubisz trekking bez tracenia czasu na asfalty lub szutry, to rusz stopem lub busem i podjeżdżaj do fajnych tras trekkingowych, zamiast na długich monotonnych marszach będziesz się mógł skupić na samej esencji. Są takie trasy w interiorze na kilka dni. Można przeskakiwać z miejsca na miejsce i spać przy chatkach. To super opcja dla osób zainteresowanych fajnymi widokami i górami.
Fotki z wycieczki można obejrzeć tutaj: totem.gallery
Formuła:
Trawers robiłem w trybie "bez pomocy z zewnątrz", czyli szedłem tak jakby nie było na wyspie nikogo. Zależało mi na osiągnięciu niezależności sprzętowej, energetycznej i zaopatrzeniowej, tak żeby zrealizować projekt bez uzupełniania zapasów po drodze. Taki trening przed następnymi wycieczkami.
Sprzęt przygotowałem przed wyjazdem, baterie ładowałem za pomocą słońca, a żarcie niosłem na całe dziesięć dni. Wodę nabierałem ze strumieni i jezior (przy pastwiskach odkażałem tabletkami (możne je dostać u nas w sklepach turystycznych) lub gotowałem, w górach piłem bezpośrednio ze strumieni).
Trasa:
Miałem do dyspozycji dziesięć dni, więc wybrałem wariant krótki, wzdłuż szutrowej drogi F35. Szedłem z Blonduos do Akranes. Zrezygnowałem z dojścia do Rejkiawiku, bo założyłem, że podczas tej wycieczki unikam chodzenia po asfalcie (który stolicę oplata). Poza tym w Akranes skończyłem symbolicznie przy starej latarni morskiej, tam gdzie w Atlantyk wysyła się posłańców świetlnych ;-)
Krótko w liczbach: 300 km, 10 dni
Dystans: ponad 300 kilometrów (po skomplikowanych obliczeniach matematycznych wyszło mi, że przeszedłem 312,5 km).
Średnio dziennie pokonywałem 30 km.
Najdłuższy dystans, jaki w ciągu dnia pokonałem: 43 km, było to bodaj ósmego dnia.
Pracowałem 12 godzin dziennie przez 10 dni (około 9 godzin marszu, reszta to robione po drodze odpoczynki, zdjęcia i inne przerwy afirmacyjne).
Sprzęt trekingowy:
Fakty: na Islandii pogoda jest bardzo zmienna, pada i stale wieje. To określa jaki sprzęt się przyda.
1. Warto mieć namiot, który wytrzyma silny wiatr na otwartej przestrzeni. Pomiędzy górami sporo jest płaskich terenów, pól lawowych, rozciągających się na dziesiątki kilometrów. Jak tam rozbijesz namiot, to jesteś jak na patelni. Ziemia jest podmokła, więc warto mieć nieprzemakalną podłogę pod namiot (worek, brezent lub cokolwiek innego, co nie puści wody; oczywiście niektóre pięciogwiazdkowe namioty mają do dokupienia osobno podłogę szytą na miarę).
2. Plecak i jego zawartość trzeba zabezpieczyć przed deszczem. Ja miałem przywiązaną zwykłą foliową pelerynę kupioną w kiosku. Do tego wszystkie rzeczy, szczególnie śpiwór i elektronikę, pakowałem do mocnych worów.
3. Jeśli zdecydujesz się na trasę poza szlakami i z dala od mostów, będziesz przechodził przez strumienie i rzeki. Warto mieć drugie, lekkie buty, które możesz zmoczyć. O rzekach i zasadach BHP przy przechodzeniu przeczytaj u Kasi i Łukasza - fajnie to opisali (linki poniżej).
4. Do chodzenia warto mieć coś, co ochroni przed deszczem, wiatrem i słońcem, które się w ciągu jednego dnia przeplatają. U mnie najlepiej działała kurtka gore (czyli hardshell), którą otwierałem jak świeciło słońce (ale zostawiałem kaptur na głowie, bo dawał cień i chronił przed wiatrem). Na nogach miałem zwykłe spodnie trekingowe - namaczały się i suszyły na wietrze (ale deszcz nie był intensywny; na wypadek gdyby zaczęło młócić z nieba złem, miałem ortalionowe spodnie w plecaku).
5. Kuchnia: z kraju można przywieźć palnik, gaz trzeba kupić na miejscu. Na polu namiotowym w Rejkiawiku mają kartusze z gazem, ponoć są też na stacjach benzynowych i w supermarketach. Ja kupiłem na kampingu.
6. Jeśli planujesz długie trasy, przemyśl buty - muszą być wygodne, z twardą podeszwą (wibram i spółka), ale amortyzowane. Bo łazisz cały dzień po kamieniach i po setnym kilometrze zaczynają się odbijać stopy.
7. Poza tym standardy wycieczkowe: kije trekingowe (dla mnie mus przy ciężkim plecaku i długiej trasie plus doskonały support w rwącej rzece), dobrze sprawdza się bielizna termo (bo jak mokra to działa i nie daje poczucia wilgoci), trzeba mieć okulary, czapkę, krem na słońce, ciepłe rzeczy, dla mnie musowo książka i muzyka na samotne wycieczki, sznurek i jakieś małe karabińczyki, taśmę i klej, apteczkę, i milion innych gadżetów ;-). W czerwcu (najdłuższy dzień w roku) czołówka się nie przydała - o dwunastej w nocy czytałem bez światła książkę w namiocie.
8. Jeśli wybierasz się na szlaki gdzie może leżeć śnieg, to warto mieć raczki. Jeśli idziesz na lodowiec, to zupełnie inna bajka i wymaga całkiem osobnych przygotowań (doświadczona ekipa, raki, lina, może rakiety, koncept trasy, itd.).
9. ... poza tym nie wypisuję wszystkiego, co jest potrzebne do samodzielnego campowania, bo zakładam, że jeśli jesteś zainteresowany Islandią, to masz doświadczenie w kilkudniowym poruszaniu się z mapą, kompasem i spaniem poza polami namiotowymi. Jeśli nie, to ten post nie za bardzo pomoże, bo jest zbyt ogólny.
Nawigacja:
Podstawa: kompas i mapa (do kupienia w PL lub na miejscu; do tego Cycling Map dostępny w necie). Trzeba mieć doświadczenie do posługiwania się tym w terenie.
Wsparcie elektroniczne: GPS, telefon do kontaktu ze światem i koncept na ich ładowanie.
Jedzenie:
Na dłuższą wycieczkę potrzeba mnóstwa kalorii, które są lekkie (czyli celuj w suche rzeczy) i są dobrze ułożone: tłuszcz, białko i węglowodany.
1. Ja jadam rano owsiankę (robiona samodzielnie: pół objętości to zwykłe płatki owsiane, pół zasypu to orzechy i suszone owoce; można to podsypać mlekiem w proszku, cukrem, jako akcent smakowy używam wiórków kokosowych - a przy okazji są kaloryczne, więc jest radość).
2. W ciągu dnia wciągam batona proteinowego lub słodkiego. Czasem walnę jakąś zupkę chińską.
3. Wieczorem wciągam jakiś gorący kubek (to raczej na smak) i jako główny posiłek liofa (dużo jest teraz do wyboru turystycznych pakietów liofilizowanych; ceny nie są niskie, ale porcja na dzień waży około 120 gram, czyli płacisz więcej, ale nosisz mniej).
Zamiast liofa można w sieci poszukać suszonych rzeczy do zalania wodą lub podgotowania, są też fajne firmy, które ostatnio wchodzą z tanią propozycją opcji wege. Kupujesz dwa takie pakiety na jeden dzień, powinno wyjść około 15 złotych. Jeśli nie ma opcji na wersję instant, to często biorę zwykły makaron, jedną zupkę typu gorący kubek (to mi daje tylko smak) i coś do tego makaronu, np. małą puszkę fasoli lub kukurydzy). Więcej noszenia, mniej kasy, no i jak nie ma zaopatrzenia w sklepach, to dobry wybór.
Teraz miałem też takie małe jednorazowe pakieciki z oliwą, którą wlewałem do liofa. Bodaj po 10ml.
Jednakowoż cokolwiek weźmiesz, rzuć okiem na kalorie; żeby nie było, że super-hiper żarełko, ale za to mało energii.
Podsumowując żarcie per dzień: 150 gram owsianki, 150 gram liofa plus gorący kubek, 100 gram w batonach. Czyli jeśli używasz suchych rzeczy, potrzebujesz około 400 gram per dzień, co nam daje minimum 4 kilogramy żarcia na dziesięć dni ;-).
Energia:
Ja miałem ładowarkę słoneczną i powerbank (10k). Słońcem ładowałem urządzenia (gps i telefon) i podbijałem powerbank (którego używałem do ładowania urządzeń jak nie miałem słońca lub nie mogłem rozłożyć ładowarki słonecznej).
Spanie:
Ponoć skończyły się już czasy, kiedy można było spać gdziekolwiek. Do tej pory dominuje przekonanie, że w Islandii możesz rozbić namiot wszędzie, byle nie bliżej niż 150m od zabudowań. Z tego co usłyszałem od ludzi na miejscu, od kilku lat próbują to uregulować. W praktyce - jeśli jesteś w terenach odludnych, zazwyczaj nikt nie robi problemu z rozbicia namiotu. Jeśli jesteś w parkach lub popularnych trasach turystycznych, warto korzystać z kampingów lub przynajmniej zapoznać się z lokalnymi zwyczajami.
Na trasie są od czasu do czasu schroniska bez obsługi. Mają skarbonkę i cennik za spanie. Wchodzisz, korzystasz, wrzucasz kasę do skarbonki. Dlatego jeśli planujesz spać przy chatkach - warto zabrać ze sobą rozmienione pieniądze (cena za kamping 2000, cena za chatkę 5000-6000 ISK), bo nikt nie wyda reszty.
Są też chatki ratunkowe, których się używa tylko w przypadku problemów i konieczności wezwania pomocy.
Przygotowania:
Polecam przeczytanie blogów Kasi i Łukasza, którzy bardzo rzeczowo opisują kwestię pieszych wędrówek po Islandii. Warto przeczytać oba te teksty wraz z komentarzami czytelników. Razem dopełniają się do całości i były dla mnie po pierwsze inspiracją, po drugie cennym źródłem informacji.
1. "Instrukcja obsługi" Kasi Nizinkiewicz:
http://blog.kwark.pl/islandia-pieszo-instrukcja-obslugi/
Świetny tekst dla tych, którzy chcą praktycznych przemyśleń na temat bezpieczeństwa, sprzętu i kwestii organizacyjnych.
2. Rzecz o przygotowaniach i możliwych trasach Łukasza Supergana:
http://lukaszsupergan.com/trawers-islandii-trasa-przygotowania-nawigacja-bezpieczenstwo/
Opisuje kwestie trawersu Islandii, wybieranych przez podróżników dróg, kwestie bezpieczeństwa (ratownictwo na Islandii, rejestracja wyprawy przed wyjazdem, itp.).
3. W necie jest mapa rowerowa aktualizowana co rok. Zaznaczone są tam drogi, również te mniej popularne. Mapa ma oznaczone brody, dzięki czemu wiesz, czy będziesz musiał iść przez wodę, czy uda się po moście.
4. Niedawno pojawił się przewodnik trekkingowy po polsku - można łatwo znaleźć go w necie. Mało używałem, bo szedłem po swojemu, ale może być dobrym punktem startowym w przygotowaniach i wyborze trasy.
Podsumowanie:
Ja niosłem wszystko na plecach i się okazało, że trochę za dużo mi się sprzętu na dziesięć dni zebrało. 25 kilogramów plus woda robiło mi prawie 30 na początku. Jeśli pojadę jeszcze raz, odchudzę plecak. To co pisze Kasia o plecaku rzędu 20 kg to całkiem dobry pomysł.
Raczki mi się nie przydały, ale pogoda była bardzo dobra i śniegu na trasie nie miałem.
Dobrą robotę zrobiła kurtka gore jako 'namiot' chroniący podczas marszu przed deszczem, wiatrem i słońcem.
Dla kogo ta wycieczka:
1. Jeśli masz cel sportowy (zrobić dystans, trening na długiej trasie, izolacja) - zrób trawers. Ale trzeba się liczyć, że to monotonne i raczej dla doświadczonych pasjonatów, bo na początku i na końcu idziesz po bitych drogach i poruszasz się wzdłuż dróg szutrowych, po których poruszają się samochody 4x4 turystyczne. Poza tym wchodzisz w interior, gdzie nie ma zaopatrzenia ani zbyt dużo ludzi, więc musisz mieć swoje patenty trekowo-kampingowe i wiedzę ile wziąć ze sobą żarcia, jak zdobyć wodę i ile per dzień, jak zadbać o bezpieczeństwo, nawigację i ogarnąć całe mnóstwo innych wyzwań, których nie widać na pięknie oznaczonych szlakach turystycznych w Polsce (naprawdę mamy świetnie ogarnięte góry). Łukasz (link niżej) opisuje opcję depozytów żywnościowych i wyzwań jakie daje trasa prawie tysiąca kilometrów. To już ekspedycja wymagająca specjalnej obsługi.
2. Jeśli lubisz trekking bez tracenia czasu na asfalty lub szutry, to rusz stopem lub busem i podjeżdżaj do fajnych tras trekkingowych, zamiast na długich monotonnych marszach będziesz się mógł skupić na samej esencji. Są takie trasy w interiorze na kilka dni. Można przeskakiwać z miejsca na miejsce i spać przy chatkach. To super opcja dla osób zainteresowanych fajnymi widokami i górami.



