Seszele - wizyta na kawę

Ruszam na wycieczkę do Madagaskaru. Znalazłem połączenie z 8 godzinami postoju na Seszelach. Ponoć to kraj niewizowy (jak niesie wieść na stronach naszego ministerstwa od spraw zagranicznych), ale trzeba sobie wyklikać elektroniczne podanie, wpłacić bodaj 10 euro i zaczekać na rozpatrzenie wniosku. W moim wypadku podanie zostało zatwierdzone w przeciągu 24 godzin.

Na lotnisku wskoczyłem do kolejki przy odprawie paszportowej, ale jak zobaczyli, że wylatuję tego samego dnia, próbowali mnie przenieść do strefy tranzytu międzynarodowego. Trochę musiałem się pogimnastykować, żeby wytłumaczyć, że mam zatwierdzony wjazd do kraju i że świadomie wyskakuję z lotniska na małe zwiedzanie.

Swoim zwyczajem szukałem transportu publicznego, żeby trochę pobujać po mieście z mieszkańcami. Kupiłem kartę zbliżeniową z biletem dziennym "na wszystkie linie autobusowe" i poszedłem na przystanek. Tutaj jeździ się po lewej stronie, więc musiałem sobie nieco w głowie przestawić kierunki i zwroty, żeby nie wpakować się pod samochód podczas przechodzenia przez jezdnię.

W stolicy życie powoli się toczy, wskoczyłem do muzeum, odwiedziłem lokalny targ i - a jakże - wypiłem parę kaw obserwując lokalne życie.

To był fajny stop.