Piesn na wyjscie

Bracia i siostry,

Wrocielem z nijakiego safari. Czas na pakowanie plecaka i powrot do domu.


Jaka to byla impreza? Jej glownym celem bylo Kili, cala reszta to wypelniacz, ktory mial skutecznie zapchac zapasowe dni przeznaczone na 'nieprzewidziane okolicznosci' podczas wspinaczki. Gora, Ta Gora, jest wspaniala. Dosc latwa jak na prawie szesc kawalkow w pionie, co jednakowoz w zaden sposob nie odbiera jej urody. To bylo fajne szesc dni; w dobrych okolicznosciach przyrody.

Trzeba jednak przyznac, ze pod wzgledem spolecznym to maly dramat. W zwiazku z podobnymi zainteresowaniami i brakiem konfliktu interesow zazwyczaj w gorach panuje jednosc - bardzo latwo nawiazac znajomosc, pelno ludzi gadatliwych i chetnych do pogawedki - w gorach nigdy nie jestes sam. Tymczasem na Kili to cos w rodzaju duzej bandy indywidualistow pozamykanych w swoich namiotach kuchennych. Ciezka sprawa. Udalo mi sie skumplowac z kilkoma bialasami, ale faktem jest, ze mialem wiecej tymczasowych przyjaciol wsrod poreterow i przewodnikow niz wsrod bialych zdobywcow dachu Afryki.
Cena jednak okresla grupe docelowa.
A co ja tam robilem? Coz, mam pewne kosmate plany zwiazane z Kili, wiec przelknalem dziwaczne warunki wyznaczane przez rzad tudziez nierzad Tanzanii. Czas pokaze, czy sie oplacalo.

Zatem, bracia i siostry, konczymy nadawanie z Afryki, widzimy sie w Europie.
Uszy do gory!