Rzecz o żarciu


Kolumbia zaskoczyła nas różnorodnością jedzenia. Ponoć kilka lat temu zainteresowali się jedzeniem wege i teraz jest dużo opcji w większych miastach zarówno wegetariańskich, jak i wegańskich.

Lokalna kuchnia to przegląd wszystkich kontynentów. Ameryka, Afryka i Azja spotykają się na jednym talerzu. Mariaż ryżu z frytkami to nie dziwota. Na ulicach dominują empanady, czyli duże pierogi z pieca lub oleju z przeróżnym wsadem, czipsy z bananów i ziemniaków, placki kukurydziane. Mają też fajne pastele, ciasto jakby francuskie z wkładką typu kurczak. Właśnie wciągamy placki z zielonego banana z pomidorem i guakamolem ogarniętym za pomocą pomidora tudzież tofu.

Kawiarnie są nieźle zaprojektowane i z fajną atmosferą. Widać tutaj kreatywność. W wielu miejscach widać połączenie symboli religijnych z pozostałymi pop-znaczkami.

Co ciekawe muzyka nie jest wszechobecna. Bywają miejscówki gdzie "gromobicie ciszy" rządzi światem.