Jak szukaliśmy opium

Szukaliśmy wina z palmy, ponoć lokalnego przysmaku zwanego toddy. W kilku miejscach na pytanie czy jest wino ludzie reagowali dość nietypowo. Twarze tężały, zdawkowe, suche odpowiedzi typu ‘nie’, albo ‘nie tutaj’. Za trzecim razem rozmawialiśmy z jakimś angielskomówiącym autochtonem. I wyjaśnił nam, że słowo, które wypowiadamy oznacza tutaj opium. A w Birmie lepiej się tym nie bawić.

Jakże blisko od toddy do opium. Mowo birmańska, powiedz!

P.S. wina nie mieli. Ponoć w innej wiosce.