Trasa na północny wschód

Do Hsipaw ruszyliśmy o wczesnym poranku. Tym razem zadziałała idea asia-time, czyli kierowca nie spieszył się, lud się nie spieszył, nikt nie wykazywał zniecierpliwienia tym, że czas odjazdu minął, a autobus wciąż był zamknięty... Potem ładowanie, sprawdzanie biletów i inne czynności stałe. No i jazda. To pierwsza przejażdżka za dnia. Wszystkie inne robiliśmy dotychczas w nocy. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć jak wygląda prowincja. Hsipaw leży stosunkowo wysoko w górach, więc trochę pokręciliśmy na zakrętach (ups... pisanie przerwał mi tak zwany power-cut, czyli koniec prądu... bywa w tej części świata). Wracając do podróży. Do Hsipaw dojechaliśmy wczesnym popołudniem i dość szybko daliśmy się zwerbować do polecanego tu i ówdzie hotelu. Zabrali nas tuk-tukiem, błyskawicznie potargowali... Takie tam.