Kasy partykularne



Na Kubie turyści budżetowi, czyli tacy backpackersi jak my, śpią w kwaterach u lokalnych rodzin. Nazywa się to casa particulares (dalej pozwolę sobie to nazywać kasą partykularną) i oznaczone jest specjalnym znakiem na elewacji budynku. Dzięki temu nie ma problemu z odróżnieniem, czy śpisz na legalu, czy nie (co przypomina mi Indie, gdzie w jednym miejscu było 10 restauracji o tej samej nazwie, rekomendowanych przez jeden ze znanych przewodników. I każda miała dopisek ‘prawdziwa X‘, albo ‘prawdziwie prawdziwa X, uważaj na podróbki’). 

Żeby taką kasę prowadzić, należy zdobyć pozwolenia rządowe. Wtedy można wynająć pokój turystom z zagranicy. Czyli w praktyce śpi się w domu jakiejś rodziny i przebywa razem z nimi w tej samej przestrzeni. Oczywiście oferta turystyczna na tym się nie kończy. Można znaleźć hostele (nieco droższe) i hotele (to już wysoki standard, również finansowy). Ale na razie tam nie zaglądamy.