Posty

Rzecz o kluczyku

Anegdotka. Dzwonimy do drzwi jednego z hosteli. Nic się nie dzieje. Dzwonimy drugi raz. Z sąsiedniego balkonu ktoś nam daje znać, żebyśmy spojrzeli za siebie. A tam z drugiego piętra, na sznureczku, zjeżdża kluczyk. Bierzemy ten kluczyk, otwieramy sobie drzwi wejściowe, wchodzimy. A tymczasem kluczyk, na tym samym sznureczku, wędruje do góry. Tak się otwiera drzwi gościom na Kubie!

Ola, Cuba!

Do każdego faceta, z którym rozmawiam, mówię Ola! I do każdej baby też. Bo ola oznacza cześć. Zatem jest śmiesznie: Ola i Kuba przyjechali na Kubę. To tak jakby do Polski przyjechało para o imionach Cześć Polsko. Podczas przedstawiania się wzbudzamy niezłą radość. I myślę, że niektórzy nam nie wierzą.

Małe różnice

Na Kubie Kuba lubi małe różnice. Niby jak u nas, ale inaczej. Kuba zaskakuje. Różnicami pomiędzy powtarzaną tu i ówdzie opinią a naszymi obserwacjami. Od kilku osób słyszałem, że tutaj po angielsku się spokojnie dogadamy. Tymczasem po angielsku w kasach partykularnych mówi prawie nikt. I trzeba sobie radzić po hiszpańsku. Jako że ostatnimi czasy miałem nieco inne priorytety, miejsca na powtórkę tego języka nie stało ;-). Drugim aspektem jest opinia o naciągactwie. Fakt, rekalmówkarzy jest tutaj sporo. Ale jak się grzecznie podziękuje za ofertowane cygara, rum, restauracje i inne mniej lub bardziej legalne dobroci tego miasta, to sobie idą. Hm, może już się nam utwardziła skóra w innych częściach świata i mniej na to reagujemy.