Mongolia - Pierwsze spotkanie


Mongolia - Dzień 2

Ląduję w Ułan Bator. Przy lotnisku, między ulicami - wielka łąka z pasącymi się krowami. Dojeżdżam do centrum lokalnym autobusem z ludem. 40 razy taniej niż taksówką.
W mieście - pierwsza przygoda. Nie ma gazu kampingowego - po wybuchu w Chinach wstrzymali wszystkie dostawy. Na szczęście udaje mi się zesztukować przejściówkę z lokalnymi butlami z propanem. Muszę to trzymać podczas gotowania, bo samo nie będzie stało, ale... DZIAŁA!
Bujam na przedmieścia na parking, z którego ponoć ruszają prywatne samochody do Khovsgol. Już noc. Obsiadają mnie przewoźnicy. Negocjacje. W końcu jeden wygląda wiarygodnie. Pokazuje mi swój dowód osobisty z wpisaną nazwą miejscowości, do której jadę. W jego busie ludzie, którzy wyglądają na zwykłych podróżnych. Wsiadam. 650 kilometrów, 14 godzin jazdy nad jezioro. Ciasno, ale własno. Ważne, że jadę.

Jem pierwszy posiłek.
Suuupa zupa!