Mongolia - Hovsgol - ruszamy
Z pamiętnika podróżnika.
Mongolia, dzień 3.
Dojeżdżam po całej nocy do Hatgal. Po prawie 40 godzinach od wyjazdu z Miasta Królów ląduję w miejscu docelowym.
Odpalam śledztwo - pytam lokalsów co sądzą o chodzeniu po jeziorze. Fajnie? Niefajnie? Bezpiecznie ili niebezpiecznie? Dowiaduję się, że 'lód czasami bardzo cienki'; postanawiam patrzeć pod nogi. Dowiaduję się, że do Turt na północy potrzebuję jakieś specjalne pozwolenie (przewodnik z kilku lat wstecz o tym milczy, ale kiedyś w Azerbejdżanie zignorowałem dobre rady, że strefa przygraniczna zamknięta i omal mnie nie aresztowali, więc tym razem siedzę cicho i postanawiam posłuchać).
Przepakowanie. Przegrupowanie. Przebieranie. Prze-przygotowania. Pożyczam od moich gospodarzy mapę topograficzną regionu. Zostawiam kartkę kto jestem i gdzie idę. Planuję dojść do wyspy, 70km po lodzie i wrócić po drugiej stronie jeziora.
Ruszam.
Mongolia, dzień 3.
Dojeżdżam po całej nocy do Hatgal. Po prawie 40 godzinach od wyjazdu z Miasta Królów ląduję w miejscu docelowym.
Odpalam śledztwo - pytam lokalsów co sądzą o chodzeniu po jeziorze. Fajnie? Niefajnie? Bezpiecznie ili niebezpiecznie? Dowiaduję się, że 'lód czasami bardzo cienki'; postanawiam patrzeć pod nogi. Dowiaduję się, że do Turt na północy potrzebuję jakieś specjalne pozwolenie (przewodnik z kilku lat wstecz o tym milczy, ale kiedyś w Azerbejdżanie zignorowałem dobre rady, że strefa przygraniczna zamknięta i omal mnie nie aresztowali, więc tym razem siedzę cicho i postanawiam posłuchać).
Przepakowanie. Przegrupowanie. Przebieranie. Prze-przygotowania. Pożyczam od moich gospodarzy mapę topograficzną regionu. Zostawiam kartkę kto jestem i gdzie idę. Planuję dojść do wyspy, 70km po lodzie i wrócić po drugiej stronie jeziora.
Ruszam.
