Posty

W strone Kazbegi

Jutro probujemy lokalnym transportem dojechac do Kazbegi, miejscowosci na polnocy kraju. Jesli nam sie uda zalatwic sprawy formalne, to bierzemy przewodnika na szczyt Kazbek co oznacza, ze liczymy w tym cyklu wyprawowym do pieciu. 5 tysiecy dokladniej. 5047 metrow npm. Na razie brakuje nam troche sprzetu - musimy pozyczyc raki i czekany, bo tam (nie wiedziec czemu) zalega paskudny lud. Wybaczcie, nie lud, ale lod. Lud tego kraju zamieszkuje w Tbilisi i do niego nie uzywamy czekanow. Siedze wlasnie w hostelu w centrum miasta i - co mnie jakos szczegolnie nie dziwi - spia tu sami polacy, oprocz nad wyraz lewicujacego i politykujacego Hiszpana, ktory chyba pogubil sie w swojej drodze, bo wlasnie z odraza zmazal flage Izraela z tablicy ogloszen. Coz w takich miejscach spotyka sie niezlych freak'ow. Co ciekawe na scianie przywieszone jest czarno biale zdjecie, no zgadnijcie kogo... Otoz jest to czarno biale zdjecie pary prezydenckiej. Gruzini maja sentyment do naszego bylego prezydent...

Tbilisi

Tbilisi super. STOP. Ludze przyjazni. STOP. Jestesmy po integracji. STOP. Piata rano. STOP. Spac, do diaska! STOP.

Piesn na wejscie

Bracia i siostry, Oto dlugo wyczekiwana impreze uznajemy za otwarta. Niniejszym zawiesilismy rzeczywistosc na kolku i pozostawilismy codziennosc daleko za soba, gdzies w blizej nieokreslonej nieskonczonosci. Proznia przygody wessala nas w swoje objecia i nasz swiat od dzisiaj zaczyna rzadzic sie nowymi, raczej niespotykanymi na standardowych sciezkach zycia prawami. Kto wie co przyniesie los, przed nami wiele wyzwan. Mamy sporo mniej lub bardziej glupich pomyslow, oby udalo sie choc czesc z nich zrealizowac... Od dzisiaj publikuje sie bez polskich znaczkow, zapewne z jakimis bledami ortograficznymi (nie dziala mi tutaj sprawdzacz), ale to wszystko zostanie posprzatane... Po powrocie. Niech bogowie maja nas w swojej opiece. Trzymajcie kciuki.  Zeby piesni na wejscie bylo tyle ile piesni na wyjscie.

Wizy

Po prawie pięciu tygodniach oczekiwania udało się zdobyć wizy do Azeru i Iranu. Niestety w związku z tym opóźnieniem nie załatwię już wizy do Tadżykistanu przed wyjazdem. Teraz czeka mnie kolędowanie po ambasadach gdzieś w trasie, albo nadzieja na wizę w Duszanbe na lotnisku (jak lokalna wieść niesie, zmieniły się przepisy i ponoć można już papier dostać po przylocie). Ale to trzeba będzie dokładnie sprawdzić. Tak czy inaczej - czas pokaże.

Bezkompromis atomowy

W ramach rozgrzewki udałem się na małą przejażdżkę w kierunku wschodnim, do braci naszych Ukraińców, z którymi wiążą nas wspomnienia mniej lub bardziej przyjazne... Jako że lata lecą, a kości marnieją, należało skąpać je w mocy niewidzialnej - energii wynikającej z wewnętrznego rozłamu pełnego rozterek atomu. Czarnobyl przywitał nas piękną pogodą, w której spotkały się dwie przeciwstawne siły. Deszcz i słońce stoczyły wyrównaną walkę zamieniając pole bitwy w scenerię pełną kontrastów, wzajemnych przeciwieństw, światła i cienia mocujących się o prymat nad światem. Sam Czarnobyl i okolice to świat w stanie rozkładu. Wizualnie brzmi to jak Angkor - miasto pożarte przez dżunglę, tyko architektura jest nieco mniej wyrafinowana. To świat, z którego nagle poznikali wszyscy ludzie, świat, w którym nagle ktoś zatrzymał czas; zawieszony w chwili, jak jakaś przedziwna stopklatka, drwina historii. Teraz panuje tam las, odradza się po katastrofie, szuka swojego miejsca, jakby obecność ludzi była ty...

Logo wyprawy

Obraz
Bracia i siostry, Dzięki pozytywnemu ukierunkowaniu potencjału twórczego naszego towarzysza Piotrka dorobiliśmy się logotypu, będącego identyfikacją wizualną naszych marzeń podróżniczych. Impreza się kształtuje, medialny atak został przypuszczony. Pozdro, radhadi.

Visa Quest

Rozpoczynamy oficjalną walkę o wizy, a sporo tego będzie. Na szczęście jesteśmy zaprzyjaźnieni z Gruzją i nie musimy załatwiać tam dodatkowych papierków. Zatem pozostaje Azerbejdżan, Armenia, Iran. Dla mnie dodatkowo pozostają Trukmenistan i Tadżykistan (z potencjalnym tranzytem przez odwiedzony już poprzednio Uzbekistan). W Tadżykistanie chciałbym przejechać przepiękny - jak podróżnicza wieść niesie - Pamir Highway. Może dotrę do base camp pod szczytem Ismaila Samaniego? Kto wie..., ta impreza sama się napisze. Jeśli chodzi o wizy, to sprawa nie będzie tania, ponoć miłościwie panujący następca Turkmenbaszy pobiera 899 (sic!) PLN - to się jeszcze okaże w okolicach Teheranu. Okazało się, że mam do załatwienia paszport, gdyż ponieważ wyczerpało się w poprzednim miejsce przepełnione wizami 'tych wszystkich fajnych krajów', jak to rzekł, patrząc na mnie podejrzliwie, pewien krakowski celnik na Balicach przed wylotem do Indii w 2006 roku. Złożyłem już papiery - teraz około 4 tygodni...

Podróży kształcenie

Bracia i siostry, Najnowszy plan podróżniczy obejmuje co następuje. Jedziemy z bracią prawie że religioznawczą na wyprawę o roboczej nazwie 'Kavkaz-Iran Expedition 2010'. Pierwotny plan obejmuje kraje w ścieżce: Gruzja -> Azerbejdżan -> Iran -> Armenia. Potem najprawdopodobniej ja odpadam z głównego nurtu wypowiedzi i udaję się w drogę powrotną do Iranu kierując swoje późniejsze kroki w stronę Turkmenistanu i Tadżykistanu. Już czuję zew krwi. Podróżniczy szał, chocholi taniec wokół czortenu marzeń... czas zacząć. Pozdro, radhadi. P.S. Wszelkich potencjalnych sponsorów, np. z branży olejowo-jajcarskiej lub przedstawicieli land-rovera, prosimy o kontakt na adres podany w postach z Azji Centralnej * (*) szczegóły wyjaśniające dlaczego dobrano takie a nie inne towarzystwo przykładowych sponsorów znajdziesz całkiem poniżej, wśród słów dni minionych, błąkających się po pustyniach Uzbekistanu i górskich przełęczach Kirgistanu

O blogu

Obraz
Na tym blogu dzielę się swoimi zapiskami z podróży. Garść źródeł: galeria foto: totem.gallery   FB:   Projekt Na koniec świata: facebook.com/PrzekraczamyGranice ,  Projekty charytatywne: facebook.com/SwimBackCompetition   IG: totem_photo_gallery   blog: radhadi.blogspot.com