Bród, smród i ataj

Po powrocie do Marzuki zostaliśmy poinformowani przez naszego przyjaciela Mubaraka, że z powodu Święta Ofiarowania, zwanego Eid al-Adha, transport w tej części wszechświata zamarł. Podczas tegoż święta zabija się niezmierzone hordy baranów, by, ku uciesze wyposzczonych żołądków, spożywać ich ciała w towarzystwie rodziny i przyjaciół. Ominął nas ten widok, ale dość powszechne ślady świeżej krwi na asfalcie świadczyły o skali zjawiska. Ponoć - tak rzekli nam Francuzi z pierwszego stopa - trzeba się uodpornić na widok zakrwawionych ludzi biegających po ulicach z wielkimi nożami - to rzeźnicy, którzy chodzą od domu do domu i robią to, co potrafią najlepiej.W tym okresie nie istnieje transport publiczny - dworce autobusowe są zamknięte, a ludzie nie podróżują.

Cóż nam zatem pozostało - w rachubę wchodził jedynie autostop. Wprawdzie Mubarak zaprosił nas do siebie i zaproponował spanie u niego w domu, ale nie mieliśmy czasu i musieliśmy zrezygnować z tego przywileju. Wybraliśmy się zatem do centrum Marzuki szukając szans na jakąkolwiek relokację. Po krótkim oczekiwaniu udało nam się zatrzymać ludków z Francji, którzy zawieźli nasze utrudzone wielbłądzim masażem ciała do miejscowości Erfoud. Po krótkim, acz nieudanym targowaniu udało nam się zanocować w obskurnym pokoju, który - jak się okazało - bezapelacyjnie wygrał konkurs na najgorsze miejsce noclegowe podczas tego wyjazdu. Ludzie byli mili, ale grzyb w miejscu, w którym powinna być ściana odbierał nieco uroku temu bożemu zakątkowi. Bród, smród i ataj.