Midelt
Podeptalismy dzisiaj w okolicach Mideltu. Bujnelismy sie w strone Circ de Jaffa. Sprawa dosc sympatyczna, wawoz wyryty przez wode w skale z atrakcja w postaci wraku samochodu porzuconego przez bialasow jakies trzy miesiace temu podczs gwaltownej ulewy. Tak to tutaj dziala - sucho jak pieprz, ale jak spadnie woda, to wawozy wypelniaja sie woda w blyskawicznym tempie i zamieniaja w rwace potoki. Rzeczone bialasy wjechaly w wawoz, ale po drodze zlapal ich deszcz. Woda porwala bryke (cos napedzane na cztery kola), a goscie wspieli sie na sciany wawozu, co - jak lokalna wiesc niesie - pozwolilo im zachowac zycie. Teraz z wraku pozostala tylko pogieta blacha (tak swoja droga koncertowo pogieta, jakby w wyniku upadku z wysokiej skaly, a nie sponiewierania przez wode) - reszta pewnie zostala zagospodarowana przez autochtoniczne ludy pasterskie. Przykazanie z tego takie: zawsze sprawdz dwa razy gdzie stawiasz namiot, bo w nocy mozesz sie zdziwic jesli w gorach jakas mzawka zrosi skaly.
W polowie drogi jest berberyjska wioska, gdzie za dosc drobna i dobrowolna oplata zostalismy ugoszczeni mistrzowskim atajem i chlebem z oliwa. Cala rodzina chetnie pozowala do fotek, a w szczegolnosci dzieciaki, ktore same pchaly sie przed obiektyw. Dzieciakow bylo tam co najmniej piec, z kazdej kategorii wiekowej, od 1 roku do lat bodaj 15. Te starsze, pozujace na dystyngowane panie staly nieco na uboczu i staraly sie zachowac pelen godnosci dystans, a mlodsza, rezolutna gownazeria brylowala przed aparatem.
Powrot tez niczego sobie - wsiadlem za kierownice samochodu, ktory wynajelismy, zeby podrzucil nas na miejsce. To totalny offroad, kilka lub kilkanascie kilometrow od bitych drog w glab gor.Wlasciciel ktory jednoczesnie byl naszym kierowca nie mial nic przeciwko. Sluchalismy berberyjskiej muzyki, pogadalismy o pienie okolicznych gor, on cos tam nucil pod nosem i zajmowal sie swoim telefonem. Jak juz przejechalismy jakis kilometr spytal, czy mam prawo jazdy i czy w ogole potrafie jezdzic.Oczywiscie to wszystko na migi, bo ludek mowil tylko po francusku, a ja tego jezyka nie znam i chwilowo nie zamierzam znac.
W ramach ciekawostki, zima w tej czesci Afryki potrafi miec fantazje. Rok temu w Midelcie napadalo metr sniegu. A teraz, w listopadzie, temperatury nie przekraczaja dwudziestu, moze dwudziestu pieciu stopni. W nocy temperatura spada pewnie nieco ponizej dziesieciu. Ja osobiscie spie (a spimy na dachu w malutkim pomieszczeniu przy tarasie) w spiworze i pod kocem. Ziolens ma pucha, wiec jej wewnatrzspiworowy mikroklimat jest dosc tropikalny. Innymi slowy, cieplo jej bez zadnych dodatkowych kocy.W ciagu dnia jest tak jak u nas w okolicach zlotej polskiej jesieni - zatem bujamy w spodniach i bluzach.
Rzeklem.
W polowie drogi jest berberyjska wioska, gdzie za dosc drobna i dobrowolna oplata zostalismy ugoszczeni mistrzowskim atajem i chlebem z oliwa. Cala rodzina chetnie pozowala do fotek, a w szczegolnosci dzieciaki, ktore same pchaly sie przed obiektyw. Dzieciakow bylo tam co najmniej piec, z kazdej kategorii wiekowej, od 1 roku do lat bodaj 15. Te starsze, pozujace na dystyngowane panie staly nieco na uboczu i staraly sie zachowac pelen godnosci dystans, a mlodsza, rezolutna gownazeria brylowala przed aparatem.
Powrot tez niczego sobie - wsiadlem za kierownice samochodu, ktory wynajelismy, zeby podrzucil nas na miejsce. To totalny offroad, kilka lub kilkanascie kilometrow od bitych drog w glab gor.Wlasciciel ktory jednoczesnie byl naszym kierowca nie mial nic przeciwko. Sluchalismy berberyjskiej muzyki, pogadalismy o pienie okolicznych gor, on cos tam nucil pod nosem i zajmowal sie swoim telefonem. Jak juz przejechalismy jakis kilometr spytal, czy mam prawo jazdy i czy w ogole potrafie jezdzic.Oczywiscie to wszystko na migi, bo ludek mowil tylko po francusku, a ja tego jezyka nie znam i chwilowo nie zamierzam znac.
W ramach ciekawostki, zima w tej czesci Afryki potrafi miec fantazje. Rok temu w Midelcie napadalo metr sniegu. A teraz, w listopadzie, temperatury nie przekraczaja dwudziestu, moze dwudziestu pieciu stopni. W nocy temperatura spada pewnie nieco ponizej dziesieciu. Ja osobiscie spie (a spimy na dachu w malutkim pomieszczeniu przy tarasie) w spiworze i pod kocem. Ziolens ma pucha, wiec jej wewnatrzspiworowy mikroklimat jest dosc tropikalny. Innymi slowy, cieplo jej bez zadnych dodatkowych kocy.W ciagu dnia jest tak jak u nas w okolicach zlotej polskiej jesieni - zatem bujamy w spodniach i bluzach.
Rzeklem.