Zaskoczenia
Rzecz natury pozytywnej
- kuchnia, kuchnia, kuchnia, do diaska! smaczne to draństwo jak lody 'telefonowo-pistacjowe'*
- ataj jako napój (herbata zielona ze świeżo ciętą miętą, okrutnie przesłodzona - wszak nie brzmi to zbyt dobrze, lecz smakuje zajebiście)
- oliwki podawane na wszystkie możliwe sposoby, moim faworytem są piklowane oliwki z chili
- wspaniałe rękodzieło (według profesjonalnej opinii ekscelencji Ziolki, dyplomowanej instruktorki rękodzieła artystycznego oraz czeladnika ceramicznych wyrobów użytkowych i ozdobnych)
- liczba kotów na ulicach i ich status
- mało psów, również u pasterzy
- znajomość języków wśród autochtonów zajmujących się sprawami turystycznymi (dwa lub trzy obce w turystycznych rejonach to standard, dla porównania Hindusi kończą swoją poliglotyczną karierę na języku angielskim, a chińczycy nawet tego nie mają)
- status kobiet - wygląda to na dość swobodny naród, wprawdzie kobiety po części poprzykrywane, ale nie trzymają dystansu
- opieka nad dziećmi - sprawa wagi społecznej, mężczyźni nie boją się okazywać czułości na ulicy; jak gówniarz płacze, to interesuje się nim pół dzielnicy i próbuje rozbawić
- o wiele mniej naganiaczy niż się spodziewaliśmy; nachalność w normie, mniejsza od naszych oczekiwań
- Francuzi, których spotykaliśmy na stopie okazali się fajni, co zrekompensowało nasze stereotypowe wyobrażenie o tej żabokonsumpcyjnej nacji ;-)
- gościnność (oczywiście poza głównymi miastami)
Rzecz natury negatywnej
- Marrakesz jako miasto, jeden wielki odpust dla turystów, paskudne traktowanie zwierząt na wielkim placu (węże w pudłach, małpy na łańcuchach), szmata nie orient, do stu tysięcy niedoprawionych tadżinów! o tym co sądzę o tego typu miejscach można poczytać np. tutaj.
- muzeum w Marakeszu: porażka nad porażkami, najciekawszy okazał się budynek, to mniej więcej takie osiągnięcie, jakby w obrazie znanego malarza najładniejsza była rama albo sztaluga
- duży rozdźwięk w zachowaniu ludzi: dużo przemiłych postaci, ale z drugiej strony trzeba cały czas na siebie uważać
- wykorzystanie dzieci do pracy na ulicy - spotkaliśmy jedenastolatka, który handlował narkotykami
- przewodnik, z którego korzystaliśmy: dużo błędów merytorycznych, brak mapek w niektórych miejscowościach, opinie zamiast faktów, amatorskie podejście do tematu (przejście na nogach z wąwozu Tudra do Dadis określone było jako skrajnie trudne - a to po pierwsze trasa, którą można bezpiecznie pokonać samochodem (a zatem tym bardziej na nogach), po drugie stopień trudności podobny mniej więcej do przejścia z Nowego Targu do Rabki przez Turbacz; trzeba sporej dozy wyobraźni, żeby w tym kontekście używać przymiotników typu skrajny, trudny, ekstremalny)
Rodzaj nijaki, emocjonalnie obojętny
- ludzie bardzo nie lubią być fotografowani, wielu moich potencjalnych modeli uciekało sprzed aparatu, cześć odwracała głowy, albo zasłaniała twarz ręką; kilka osób mnie przepędziło gdzie pieprz rośnie (czyli chyba do Indii, co mi całkiem odpowiada)
* impresed by maligna, sister of sandman
- kuchnia, kuchnia, kuchnia, do diaska! smaczne to draństwo jak lody 'telefonowo-pistacjowe'*
- ataj jako napój (herbata zielona ze świeżo ciętą miętą, okrutnie przesłodzona - wszak nie brzmi to zbyt dobrze, lecz smakuje zajebiście)
- oliwki podawane na wszystkie możliwe sposoby, moim faworytem są piklowane oliwki z chili
- wspaniałe rękodzieło (według profesjonalnej opinii ekscelencji Ziolki, dyplomowanej instruktorki rękodzieła artystycznego oraz czeladnika ceramicznych wyrobów użytkowych i ozdobnych)
- liczba kotów na ulicach i ich status
- mało psów, również u pasterzy
- znajomość języków wśród autochtonów zajmujących się sprawami turystycznymi (dwa lub trzy obce w turystycznych rejonach to standard, dla porównania Hindusi kończą swoją poliglotyczną karierę na języku angielskim, a chińczycy nawet tego nie mają)
- status kobiet - wygląda to na dość swobodny naród, wprawdzie kobiety po części poprzykrywane, ale nie trzymają dystansu
- opieka nad dziećmi - sprawa wagi społecznej, mężczyźni nie boją się okazywać czułości na ulicy; jak gówniarz płacze, to interesuje się nim pół dzielnicy i próbuje rozbawić
- o wiele mniej naganiaczy niż się spodziewaliśmy; nachalność w normie, mniejsza od naszych oczekiwań
- Francuzi, których spotykaliśmy na stopie okazali się fajni, co zrekompensowało nasze stereotypowe wyobrażenie o tej żabokonsumpcyjnej nacji ;-)
- gościnność (oczywiście poza głównymi miastami)
Rzecz natury negatywnej
- Marrakesz jako miasto, jeden wielki odpust dla turystów, paskudne traktowanie zwierząt na wielkim placu (węże w pudłach, małpy na łańcuchach), szmata nie orient, do stu tysięcy niedoprawionych tadżinów! o tym co sądzę o tego typu miejscach można poczytać np. tutaj.
- muzeum w Marakeszu: porażka nad porażkami, najciekawszy okazał się budynek, to mniej więcej takie osiągnięcie, jakby w obrazie znanego malarza najładniejsza była rama albo sztaluga
- duży rozdźwięk w zachowaniu ludzi: dużo przemiłych postaci, ale z drugiej strony trzeba cały czas na siebie uważać
- wykorzystanie dzieci do pracy na ulicy - spotkaliśmy jedenastolatka, który handlował narkotykami
- przewodnik, z którego korzystaliśmy: dużo błędów merytorycznych, brak mapek w niektórych miejscowościach, opinie zamiast faktów, amatorskie podejście do tematu (przejście na nogach z wąwozu Tudra do Dadis określone było jako skrajnie trudne - a to po pierwsze trasa, którą można bezpiecznie pokonać samochodem (a zatem tym bardziej na nogach), po drugie stopień trudności podobny mniej więcej do przejścia z Nowego Targu do Rabki przez Turbacz; trzeba sporej dozy wyobraźni, żeby w tym kontekście używać przymiotników typu skrajny, trudny, ekstremalny)
Rodzaj nijaki, emocjonalnie obojętny
- ludzie bardzo nie lubią być fotografowani, wielu moich potencjalnych modeli uciekało sprzed aparatu, cześć odwracała głowy, albo zasłaniała twarz ręką; kilka osób mnie przepędziło gdzie pieprz rośnie (czyli chyba do Indii, co mi całkiem odpowiada)
* impresed by maligna, sister of sandman