Okres błędów i wypaczeń
Samochód z Holendrami. Wynajęty. 50 euro za dzień dzielone na cztery osoby. Nuda. Klimatyzacja. Nuda. Za moim akwarium przesuwa się inny, wygnany świat. Nuda. O, toż to autochton, drzewo, dom. Nuda. Jakaś góra. Nuda. Może by tak trzepnąć fotkę? Trzepłem. Nuda. Drzemka? Drzemłem. Nuda. Izolacja, odseparowanie, sztuczny świat, autowygnany banita. A gdzie podróżowanie z ludem? Trud, pot i łzy, ale okraszone wyzwaniem, osiągnięciem, celu realizacją?
W Midelcie spotkaliśmy dwóch Holendrów - całkiem miłych chłopaków, którzy jechali w tym samym kierunku co my. Zaproponowaliśmy, że zrzucimy się z nimi na brykę i pojedziemy razem przez pustynię, górskie wąwozy aż do Marrakeszu. Nigdy nie jeździłem na tego typu imprezach wynajętym samochodem, więc stwierdziłem, że najwyższy czas spróbować. Pomysł okazał się zajebisty jeśli chodzi o pierwszy krok - szybkie dotarcie do Marzuki - wszak transport w tej części kraju nieco kuleje, a czasu mieliśmy niedobór. Ale podróżowanie w ten sposób do samego Marrakeszu nie było najlepszym rozwiązaniem. Dlaczego?
Otóż samochód osobowy separuje od ludzi i świata, który przyjechaliśmy odkryć, odczuć, posmakować, nie dając jednocześnie właściwego poziomu wolności. Kiedy siedziałem w tym super-doskonałym-i-wygodnym-jak-diabli (nie obrażając diabłów) wnętrzu, odniosłem wrażenie, że impreza, na nasze własne życzenie, się zakończyła - zrezygnowaliśmy z wyzwania, które nadawało tej imprezie ton. Maroko nie jest trudne w podróżowaniu, po prostu na niektórych odcinkach nie ma publicznego transportu, co wymaga wkręcenia się w transport prywatny i wydłuża czas potrzebny na relokację. Ale podróżuje się stosunkowo łatwo. Jeśli zatem to nie nastręcza zbyt dużych trudności, to co można powiedzieć o własnym samochodzie?
Ale jak niebawem się okaże - posmakowaliśmy samochodowej nowości, ta nowość okazała się dość gorzkim cukierkiem, więc przyznając się do błędu wycofaliśmy się z niewłaściwych decyzji (przepraszając chłopaków za zamieszanie) i skoczyliśmy z powrotem w wir przygody.
I to była jedna z najlepszych decyzji podczas tego wyjazdu.
W Midelcie spotkaliśmy dwóch Holendrów - całkiem miłych chłopaków, którzy jechali w tym samym kierunku co my. Zaproponowaliśmy, że zrzucimy się z nimi na brykę i pojedziemy razem przez pustynię, górskie wąwozy aż do Marrakeszu. Nigdy nie jeździłem na tego typu imprezach wynajętym samochodem, więc stwierdziłem, że najwyższy czas spróbować. Pomysł okazał się zajebisty jeśli chodzi o pierwszy krok - szybkie dotarcie do Marzuki - wszak transport w tej części kraju nieco kuleje, a czasu mieliśmy niedobór. Ale podróżowanie w ten sposób do samego Marrakeszu nie było najlepszym rozwiązaniem. Dlaczego?
Otóż samochód osobowy separuje od ludzi i świata, który przyjechaliśmy odkryć, odczuć, posmakować, nie dając jednocześnie właściwego poziomu wolności. Kiedy siedziałem w tym super-doskonałym-i-wygodnym-jak-diabli (nie obrażając diabłów) wnętrzu, odniosłem wrażenie, że impreza, na nasze własne życzenie, się zakończyła - zrezygnowaliśmy z wyzwania, które nadawało tej imprezie ton. Maroko nie jest trudne w podróżowaniu, po prostu na niektórych odcinkach nie ma publicznego transportu, co wymaga wkręcenia się w transport prywatny i wydłuża czas potrzebny na relokację. Ale podróżuje się stosunkowo łatwo. Jeśli zatem to nie nastręcza zbyt dużych trudności, to co można powiedzieć o własnym samochodzie?
Ale jak niebawem się okaże - posmakowaliśmy samochodowej nowości, ta nowość okazała się dość gorzkim cukierkiem, więc przyznając się do błędu wycofaliśmy się z niewłaściwych decyzji (przepraszając chłopaków za zamieszanie) i skoczyliśmy z powrotem w wir przygody.
I to była jedna z najlepszych decyzji podczas tego wyjazdu.