Posty

Rzecz o wodzie

Obraz
# VistulaMyLove Rozdział: RZECZ O WODZIE W jednym z poprzednich rozdziałów pisałem o tym, jak kwestia dostępu do wody wpływa na planowanie wycieczki. Czas opisać jak to było podczas wycieczki Wisłą. Zależało mi, żeby podczas spływu być samowystarczalnym, ale to wymagało możliwości uzdatniania wody wiślanej. Przed wypłynięciem posprawdzałem jakie mam możliwości. W tym temacie mamy do dyspozycji dwa główne narzędzia. Po pierwsze primo możemy używać odkażaczy chemicznych. To są tabletki, które wrzuca się do wody, zazwyczaj jedną na litr. Pół godziny później woda nadaje się do spożycia. Taka woda ma nieco chemiczny rzucik, ale jest biologicznie czysta. Zakładam, że osoby wybierające się na długie wycieczki są odporne na przeróżne przeciwności losu, w tym na dziwny posmak w wodzie, więc nie traktuję tego jako mankament. Problem z tabletkami jest taki, że one czyszczą wodę pod względem biologicznym, czyli mogą ocalić nam skórę jeśli woda będzie zakażona jakimiś bakteriami...

Woda - zarys problemu

Obraz
  #VistulaMyLove Rozdział: WODA - ZARYS PROBLEMU Ogarnianie wody podczas wielodniowych wycieczek bez schodzenia do cywilizacji jest absolutnie kluczowym zagadnieniem. Na tyle ważnym, że od tego warto zacząć rozważania ma temat strategii. Problem polega na tym, że przy wysokiej aktywności fizycznej potrzebujesz 3-4 litry dziennie, inaczej się zaczynasz odwadniać. Czyli nie weźmiesz tego na grzbiet, bo na dziesięć dni potrzebujesz ponad trzydzieści litrów. Nie zostaje nic innego jak ogarnianie wody po drodze, zatem przed wyjazdem trzeba zadać sobie pytanie: gdzie będę tankował, czy będą dni bez dostępu do wody i jak zamierzam sobie z tym poradzić? Każda wycieczka pod względem dostępu do wody stawia różne wymagania w zależności od terenu, pory roku czy strefy klimatycznej. Na zamarzniętym jeziorze w Mongolii, przy ujemnych temperaturach, woda leżała mi pod stopami. Ale taka woda zbita jest na kość i bez siekiery niewiele się z tego wyłupie. Na szczęście po lodzie hula ś...

Żarcie

Obraz
#VistulaMyLove Rozdział: ŻARCIE Podczas swojej wycieczki założyłem, że robię ją w trybie ekspedycyjnym, czyli całe zaopatrzenie w żarcie robię przed wyjazdem. Przećwiczyliśmy również 'food drop', czyli w Toruniu czekała na manie paczka wprzódy nadana w Krakowie. W całym tym układzie chodzi o to, żeby poćwiczyć planowanie zaopatrzenia tak, żeby nie było tego ani za mało, ani za dużo. W przypadku żarcia stosuję prostą zasadę - biorę jak najwięcej kalorii o możliwie najmniejszej wadze. Jak wleczesz cały swój dobytek na grzbiecie lub w kajaku, każdy gram ma znaczenie. Szczególnie jeśli dzień pracy trwa ponad dwanaście godzin. Wtedy nawet nierówne szwy na koszulce potrafią dać w kość ;-) Warto również pamiętać, że przy sportowym trybie wycieczki odpowiedni dobór żarcia jest dość istotny - dużo zasobów się zużywa dzień po dniu i warto to jakoś uzupełniać. Energia i budulec. Ja podczas wycieczek w nieznane najczęściej mam trzy pory karmienia. Na kajakach o poranku ...

Sprzęt

Obraz
  # VistulaMyLove Rozdział: SPRZĘT O czym należy pamiętać wybierając się na wycieczkę Wisłą. Ten post adresuję głównie do osób, które planują pływać (lub bujać się po innych bezdrożach) przez dwa tygodnie bez korzystania z kampingów. Wycieczki dwu-trzydniowe stawiają zupełnie inne wymagania i pozwalają na o wiele większą swobodę w doborze sprzętu (ale w niczym nie są gorsze, po prostu są inne). W kwestii sprzętu na dwutygodniową wyprawę poza cywilizacją można napisać bardzo wiele. Zatem skoncentruję się na najważniejszych rzeczach, które wynikają ze specyfiki Wisły. W tym projekcie najważniejsze jest to, że trzeba chronić się przed mocnym słońcem, wodą, zimnem, komarami, a miejsca kempingowe zarośnięte są często zielskiem. Czyli kapelusz i chustka na łeb, koniecznie okulary (słońce odbija się od wody, czyli trzeba mieć bryle takie same jak na lodowiec), krem antysłoneczny na ryj oraz inne odsłonięte części ciała i środek na komary są bardzo zalecane. Miejsca na kamping są czasem na...

Łódka

Obraz
# VistulaMyLove Rozdział: ŁÓDKA Na wyprawę wybrałem łódkę Nifty 440 ze stajni Delsyk Design. Jako że Wisła to esencja Słowiańszczyzny, postanowiłem poszukać inspiracji w naszym rodzimym obszarze, stąd łódka dostała na imię Ruta. Ponoć odgania złe duchy, co uznałem za dość przydatny czar, bo na wyspach wiślanych to pewnie niejeden już ducha widział ;-) Wybrałem ten model, bo w nim najwygodniej mi się siedziało, a z łódkami to jak z butami - przed zakupem trzeba przymierzyć, bo dla każdego pasuje inny projekt. Ten model ma kilka fajnych cech, na które warto zwrócić uwagę zanim się wybierze w czym pływać na takim dystansie. Po pierwsze duża ładowność. Była mi ona potrzebna, bo postanowiłem robić solową wycieczkę bez pomocy z zewnątrz, czyli bez robienia zakupów w sklepach po drodze. Zatem dwie komory bagażowe się przydały na całe jedzenie i sprzęt. Opinie mówiły o dobrej nautyczności, czego oczywiście nie mogłem stwierdzić, bo nie miałem doświadczenia, ale uwierzyłem opisom i poradom w sk...

Nowa przygoda - spływ Wisłą do Gdańska

Obraz
# VistulaMyLove Zakończyłem nowy projekt podróżniczy: solowy spływ kajakiem całą żeglowną Wisłą z Goczałkowic do Gdańska. Cała wycieczka zajęła 13 dni, pokonałem dystans ~1000km (941,6 od ujścia Przemszy +40,5 przed kilometrem 0). W najbliższych postach znajdą się relacje z wiślanych przygód... #Kayak #Vistula #River #Solo #Traveller #Expedition

Fabryka papieru

Obraz
Papier można robić właściwie z wszystkiego co ma kłaczki. Jedwab był chyba pierwszy, w Chinach coś takiego wymyślili. A w Kolumbii robią papier z konopi, aloesu i wielu innych ciekawostek roślinnych. Oto krótka fotorelacja...

Dekadencja strefy pogranicza

Obraz
Ciekawym problemem podróżniczym jest przechodzenie małych, drogowych przejść granicznych gdzieś na krańcach naszego świata. Przejścia graniczne to podwójny koniec świata zmieszany z trzema szczyptami "nigdzie". Dla obu graniczących że sobą krajów nie ma już "dalej", wszak wszystko, co należy do kraju, już było. Ja jestem w tym wszystkim zawieszony w nieświecie, pomiędzy jedną a drugą przygodą. Przejścia graniczne są odrapane, złuszczone, zakurzone. Strażnicy z psami, długa broń, wszechwładza wojska, walutowe koniki - stare wygi o wysokim poziomie cwaniactwa, taksówkarze i busiarze - orły lokalnego transportu, nadają tym miejscom unikalną nutkę dekadencji i zepsucia. Chcesz mieć to jak najszybciej z bani i jechać dalej, ale jakoś nie możesz odmówić temu miejscu dziwacznego uroku.

Małe marzenia po latach

Obraz
Panama... Casco Viejo jest fantastyczne. Byłem tutaj w 2012 roku podczas wycieczki dookoła świata przed zaokrętowaniem na łajbę płynącą na Galapagos. Pomyślałem wtedy, że fajnie by było spać na starym mieście. No i udało się siedem lat później, choć nie było tego w planie 😎😎😎 Wiele się zmieniło, nawet bardzo wiele, ale stare miasto wciąż się remontuje. Pięknie odwalone kamienice sąsiadują z gołymi murami i rusztowaniami.  Teren jest chroniony, więc można się bujać wieczorami. Ale jak to w Ameryce Południowej bywa, najpierw trzeba spytać lokalsów dokąd sięga bezpieczna strefa.

Rzecz o Zaginionym Mieście

Obraz
Ciudad Perdida, czyli Zaginione Miasto, to stanowisko archeologiczne w Sierra Nevada de Santa Marta, które powstało ponoć w VIII wieku naszej ery. Opuszczone pod naporem Europejczyków, którzy dotarli w te rejony na początku XVI wieku. Opowieści przewodnika: Miasto, odkryte przez przypadek przez ojca i syna zamieszkujących w jednej z dolin gór Sierra Nevada. Na początku utrzymywali swoje znalezisko w tajemnicy, rozkopali parę grobów i znaleźli trochę złota. Nie byli zbyt ostrożni - ich zaskakujące bogactwo zwróciło uwagę sąsiadów, którzy wysłali za nimi zwiadowców i wieść szybko się rozniosła. Przez kilka lat lokalna społeczność zajmowała się przetrząsaniem terenu w poszukiwaniu kosztowności niszcząc przy okazji oryginalną konfigurację poszczególnych obiektów. Wreszcie zaczęły się walki - w jednej z nich syn został zabity. Wtedy ojciec zszedł do Santa Marta i zgłosił znalezisko urzędnikom. Ruszyły pierwsze wyprawy archeo. Paradoksalnie pierwsi odkrywcy stali się filarem prac ar...

Nauka pokory

Obraz
Opowieści przewodnika... Te wszystkie wzgórza, te łyse połacie bez lasu, były opryskiwane przez wojsko środkami niszczącymi rośliny. Po jakimś czasie się opamiętali, że tak radykalna walka z plantacjami koki i marihuany przynosi wręcz odwrotny rezultat. Ale skutki tej polityki ponosimy do dzisiaj, szczególnie w rolnictwie, bo gleba wciąż jest podtruta. Żeby zrobić kokę trzeba przejść dwa procesy. Brałem udział w obu z nich. Opowiem wam tylko o jednym, a o drugim nie, żebyście nie otworzyli u siebie laboratorium... Brałem udział w wojnie pomiędzy grupami walczącymi o te doliny i dochody z plantacji dwa razy, kiedy miałem 14 i potem 16 lat. Tutaj nikt nie miał wyboru. Albo jesteś jednym z nas, albo cię tu nie ma. Jedynie lokalni Indianie pozostali neutralni, ale to i tylko dlatego, że pozwolili im na to bossowie. W innych regionach nie mieli takiego komfortu. Kiedy kończyłem karierę byłem ochroniarzem lokalnego bossa. To on mnie namówił, żeby wziąć udział w programie rządowy...

Rzecz o żarciu

Obraz
Kolumbia zaskoczyła nas różnorodnością jedzenia. Ponoć kilka lat temu zainteresowali się jedzeniem wege i teraz jest dużo opcji w większych miastach zarówno wegetariańskich, jak i wegańskich. Lokalna kuchnia to przegląd wszystkich kontynentów. Ameryka, Afryka i Azja spotykają się na jednym talerzu. Mariaż ryżu z frytkami to nie dziwota. Na ulicach dominują empanady, czyli duże pierogi z pieca lub oleju z przeróżnym wsadem, czipsy z bananów i ziemniaków, placki kukurydziane. Mają też fajne pastele, ciasto jakby francuskie z wkładką typu kurczak. Właśnie wciągamy placki z zielonego banana z pomidorem i guakamolem ogarniętym za pomocą pomidora tudzież tofu. Kawiarnie są nieźle zaprojektowane i z fajną atmosferą. Widać tutaj kreatywność. W wielu miejscach widać połączenie symboli religijnych z pozostałymi pop-znaczkami. Co ciekawe muzyka nie jest wszechobecna. Bywają miejscówki gdzie "gromobicie ciszy" rządzi światem.

Cartagena by night

Obraz
Deszcz, jak to w porze deszczowej spadł wieczorem. Stoimy pod daszkiem z grupą ludzi, jest już po zmroku. Kilku facetów odbiega z krzykiem, pod nogami strzelają petardy. Fajnie zaczynają się obchody dnia niepodległości Kolumbii. Idziemy w stronę hostelu. Coraz większy tłum, dużo ludzi ochlapanych pianą, taką sztuczną, rozpylaną z puszki pod ciśnieniem. Coś w rodzaju naszego śmigusa dyngusa - głównym  celem są dziewczęta. Coś jest nie tak, tłum przestaje iść, przed nami widzę policję na koniach, pokładają tłum pałkami, tłum ucieka, my zawracany razem z nim. No nic, obejdziemy dookoła, tu wszystkie ulice są w kwadrat. Bujamy na prawo, dochodzimy do placu. Strzelają petardy, koń się płoszy, mundurowy na koniu w jednej ręce trzyma strzelbę, w drugiej lejce, próbuje ogarnąć konia, koń wierzga, tłum ucieka. Zawracamy. No nic, obejdziemy dookoła. Bierzemy dzielnię z lewej. Znowu petardy, dym. No nic. Przeczekamy.

Układy odniesienia

Obraz
Kolumbia ma bardzo czytelny system adresacji. Dużo miast na prostopadle uliczki. Te z góry na dół nazywają się Calle, te z lewa do prawa nazywają się Carrera. Adres zawiera ulicę i odległość do następnego rogu. Czyli budynek Calle 9 no. 2.05 stoi na Calle 9 i jest 5 metrów od skrzyżowania z Carrera 2.

Mrozy w tropikach

Obraz
Podstawowa zasada podróży autobusami w ciepłych krajach: bierz że sobą ciepłe ciuchy, bluzę i czapkę. Czy to Azja, Afryka, Ameryka czy też Bliski Wschód, łączy ich jedno: w autobusach klima ustawiona jest na minimum. Ciekawy bilans energetyczny. Autobus zużywa więcej energii, żeby ochłodzić powietrze, pasażerowie zużywają więcej energii żeby się przed tym ziąbem chronić 🤡🤡🤡 Teraz siedzimy w busie do Kartaginy. Ludzie przynieśli ze sobą koce. My siedzimy w czapkach.