Irak - zakończenie

Bracia i Siostry,

No i wyjaśniło się co oznaczało opisane w jednym z postów 'bujanie się przez kilka dni na południu'. Pojechałem do Iraku, czyli za południową granicę Turcji.

Bóg (można sobie wybrać dowolnego) mi świadkiem, iż kiedy rozmyślałem co by tu zrobić z ostatnimi dniami mojej wyrypy, przeszło mi przez głowę, żeby jechać do Kapadocji. Ale jak zacząłem niemrawo się pakować, Książę Ciemności stanął z założonymi rękami w rogu pokoju i spode łba łypał na mnie swym czarnym okiem nieprzeniknionym. Zaiste, ta cisza była przerażająca. Wreszcie rzucił krótko "Ale z ciebie parasolka. Tak, już nawet nie parasol, tylko parasolka. Pa-ra-sol-ka!", po czym rozpłynął się wolno w powietrzu. No i stało się. Kapadocję natomiast zostawię sobie na emeryturę. Oczywiście, jeśli dożyję. Wprawdzie jeszcze nikt nie przystawił mi kałasznikowa do głowy, ale jak to zgrabnie ujęła pewna pani doktor z jednego z dużych polskich uniwersytetów: "Panie Jakubie, przy pana trybie życia to tylko kwestia czasu...".

W Iraku spędziłem 4 dni, przejechałem około 1000 kilometrów (nie wiem, czy dobrze policzyłem, bo nawet rządowe strony Kurdystanu podają sprzeczne informacje jeśli chodzi o dystanse pomiędzy poszczególnymi miastami), odwiedziłem Zakho, Dohuk, Lalish, Erbil (stolica), Sulejmaniah. Wracałem tą sama drogą, bo to jedyna bezpieczna trasa dla białych najeźdźców.

Jaki był ten epizod? Doświadczenie dość skrajne. To jakby skondensować wydarzenia z całego roku i przyjąć je w jednym momencie, jako absolutny wodospad wrażeń. To jakby z doskonalej potrawy przygotowanej przez mistrza kuchni usunąć nic nie znaczącą papkę i zostawić samą przyprawę. To jakby miłośnik papryczek chili dostał najostrzejszą papryczkę w swoim życiu i przyjął ją przez oko. Dlaczego tak? Bo jak bujasz po ulicach miast to nie wiesz co cie czeka za minutę, sekundę, teraz. Generalnie jest bezpiecznie, ale świadomość zagrożenia robi swoje. Już potrafię sobie wyobrazić co to jest stres wynikający z niepewności jutra. Oczywiście trzeba tutaj zachować odpowiednią skalę - należy podkreślić, że ani przez chwile mojego pobytu w tym kraju nie czułem się bezpośrednio zagrożony. Po prostu opisane powyżej spostrzeżenia pozwoliły mi zrozumieć pewien mechanizm, otworzyły okienko, przez które mogłem wyjrzeć za czarna kurtynę. Na małą chwilę, której już absolutnie nikt mi nigdy nie zabierze.

Podeptałem trochę po granicach swoich możliwości, ale tak ma być. Po krawędziach bowiem stąpał będę.

Pozdrawiam. Już z Turcji.