Lalish
Lalish to mała wioska nieopodal Dohuk, w której znajduje się centrum jazydyzmu, takiej synkretycznej religii charakterystycznej dla Kurdystanu. Dojechałem tam z taksówkarzem, który po pierwsze nie wiedział gdzie ma jechać, po drugie cala drogę opowiadał mi o zdjęciach, które oglądałem na jego telefonie (oczywiście mówił po kurdyjsku, bo angielskiego nie znal), po trzecie w drodze powrotnej kupił sobie piwo i żłopał je trzymając w międzyczasie butelkę między nogami. Ręce miał zajęte kierownicą.
Pol Kurdystanu próbowało mi nagrać tę wizytę. Zaczęło się od jednego chłopaka w autobusie z Suleymanii do Erbilu. Znal dobrze angielski, wiec trochę pogadaliśmy. Powiedziałem mu, że zależy mi na wyjeździe do Lalish. Okazało się, że on z kolei ma jakiś znajomych jazydów. Zadzwonił do nich i zdalnie rozhulał machinę organizacyjną informując, ze jakiś białas do nich się wybiera. Ja w międzyczasie kupiłem kartę sim i rozpoczął się taniec telefoniczny. Wykręciłem numer do kolegi mojego rozmówcy (był wtedy w zupełnie innej części kraju), ten przez telefon wynegocjował cenę z taksówkarzem (bardzo zacna cenę), w międzyczasie zadzwonił do Lalish i nagrał mi tam przewodnika angielskojęzycznego, który czekał na mnie na miejscu. Przemiły chłopak, poświecił mi kupę swojego czasu oprowadzając po świątyni i opowiadając o religii.
Po wiosce chodzi się bez butów (uwaga: po całej wiosce) i nie wolno stąpać po progach. Znajduje się tam świątynia, której wieku na razie nie znam. Wyglądała na leciwą. W październiku rozpoczyna się tygodniowy festiwal, na który zjeżdżają jazydzi z całego świata. Dla mnie ciekawie doświadczenie, ze względu na zainteresowania. Mam trochę zdjęć, ale będę musiał je odpowiednio opracować.
Pol Kurdystanu próbowało mi nagrać tę wizytę. Zaczęło się od jednego chłopaka w autobusie z Suleymanii do Erbilu. Znal dobrze angielski, wiec trochę pogadaliśmy. Powiedziałem mu, że zależy mi na wyjeździe do Lalish. Okazało się, że on z kolei ma jakiś znajomych jazydów. Zadzwonił do nich i zdalnie rozhulał machinę organizacyjną informując, ze jakiś białas do nich się wybiera. Ja w międzyczasie kupiłem kartę sim i rozpoczął się taniec telefoniczny. Wykręciłem numer do kolegi mojego rozmówcy (był wtedy w zupełnie innej części kraju), ten przez telefon wynegocjował cenę z taksówkarzem (bardzo zacna cenę), w międzyczasie zadzwonił do Lalish i nagrał mi tam przewodnika angielskojęzycznego, który czekał na mnie na miejscu. Przemiły chłopak, poświecił mi kupę swojego czasu oprowadzając po świątyni i opowiadając o religii.
Po wiosce chodzi się bez butów (uwaga: po całej wiosce) i nie wolno stąpać po progach. Znajduje się tam świątynia, której wieku na razie nie znam. Wyglądała na leciwą. W październiku rozpoczyna się tygodniowy festiwal, na który zjeżdżają jazydzi z całego świata. Dla mnie ciekawie doświadczenie, ze względu na zainteresowania. Mam trochę zdjęć, ale będę musiał je odpowiednio opracować.