Biały szum


Byliśmy dzisiaj na koncercie, w którym frontmanem był perkusista. Muzyka była gęsta. Grupa wzięła sobie za punkt honoru zagranie każdej trzydziestki dwójki oraz kilka pieczołowicie dobranych sześćdziesiątek czwórek. Świadomie zrezygnowali z zabiegu artystycznego zwanego graniem ciszą. Gdyby jednakowoż weszli na sto dwudziestki ósemki, wyszedłby biały szum. Taka cisza, tylko lepsza (do niektórych celów).

Saint Louis, północny Senegal.