Wiozą nas do języka


 
Po nocy w autobusie dotarliśmy do Tambacounda. Problem polega na tym, że trzeba szybko ogarnąć samochód i przewodnika do parku narodowego. Czasu nie mamy na dodatkowe dni, więc pole manewru małe. Albo jedziemy dziś albo w ogóle.
Jak się rozjaśniło, ruszamy z buta do hotelu - prawdopodobieństwo spotkania kogoś skażonego śladową ilością angielskiego jest nieco większe niż na dworcu/garażu, na którym można wynająć dowolną brykę w dowolny rejon kraju za dowolnie wysokie pieniądze. Hotel - oczywiście - nie parle po angielsku. Ale zna kogoś, kto zna kogoś, kto angielski zna. No i się zaczyna, wpada pan, bierze nas na śniadanie (to z weganizmem), w tym czasie przyjeżdża kierowca, obaj wiozą nas do typa, co umie w angielski. Sprzedawca w sklepie spożywczym. Wyjaśnienia, negocjacje, interpelacje i zapytania; job (well) done, mission acomplished. Wyjeżdżamy do parku.