Rzecz o parku
W Afryce są dwa typy parków narodowych. Zarośnięte i gołe. W gołych widać wszystko. W zarośniętych widać nic. A ściślej zielone nic. W różnych odcieniach tego nic-zielonego. Drzewa, krzory, wysoka na człowieka trawa. Tu i ówdzie, jeśli masz szczęście, dojrzysz jakiegoś zwierza. Ale jakże wielka radość jak się go wypatrzy. W parkach narodowych z sawanną i otwartymi przestrzeniami zwierza natomiast widać na kilometry. I radość wielka z żyrafy wysokiej na trzy piksele w lornetce.
Senegalski park narodowy Niokolo Kobo należy do parków typu zarośniętego. Infrastruktura nie jest rozbudowana, tłumów na początku sezonu nie ma. Zasięgu telefonii komórkowej również :-D. Można się odciąć i uprzyrodnić. My dzisiaj siedzieliśmy w betonowej altance nad wodą i oglądaliśmy przez dwie godziny krokodyle w rzece Gambia. Podobało nam się w tym parku. Jednak jeśli kto woli zobaczyć zwierza jak na dłoni, szczególnie któregoś z wielkiej piątki, to powinien ruszyć do parków na sawannie. W Afryce jest z czego wybierać.
Teraz opowieść z dreszczykiem. Ponoć strażnicy wypalają te wysokie trawy w okolicach grudnia, jak pora sucha je dostatecznie wysuszy. Trawę się wypala, żeby otworzyć przestrzeń dla turystów oglądających zwierzynę. Brzmi jak pyrrusowe zwycięstwo. Może i turysta bardziej zadowolony, ale usmażony zwierz. I jak tu żyć panie kustoszu, jak tu żyć?
