I pieniądze porzucać będziesz
- Dzień dobry, chciałbym zamienić birry na dolary.
- Że co? Poszedł, przyszedł z menadżerem.
- Nie, nie możesz zmienić. Zmieniamy tylko posiadaczom rachunku w naszym banku, obywatelom Etiopii, którzy mają do tego powód.
- Ale przecież ja mam powód - wyjeżdżam.
- Przepraszam, nic nie możemy zrobić.
Okazało się, że w Etiopii można zmieniać walutę tylko jednokierunkowo. Dolary na birry zmienią bardzo chętnie i bez pytania. Ale w drugą stronę to Golgota. Nikt nic nie wie, na pewno nie w tym banku, poszukaj gdzieś indziej. I tak od Annasza do Kajfasza, szwendaliśmy się z Olą wieczorem i o poranku tuż przed wylotem. Nie udało się. W końcu ruszyliśmy na lotnisko.
Na lotnisku i owszem, można zmienić, ale nie tutaj, gdzieś indziej. I szukaliśmy tego gdzieś indziej przez pół godziny - bez oznaczeń, bez kierunków, bez pomocnej dłoni. I w końcu jakieś biuro w ciemnym korytarzu. Ile chcesz zmienić? Co, trzysta dolarów?! A skąd to, kurde masz? Pokazuję kwitek, który dostaliśmy podczas wymiany, a który przezornie zachowaliśmy. No to co gadasz, że z Dashen Banku, przecież to inny bank! Pomyliłem się, tutaj na kwitku masz nazwę. No dobra, dawaj. Boarding pass, paszport, wypełnij zeznanie, na jednym kwitku, na drugim kwitku, tu data urodzenia, tam adres, sześćset sześćdziesiąt sześć podpisów. Oto twoje trzysta czterdzieści dolarów. Podziękuj.
I tak oto, po kilku godzinach pracy odzyskaliśmy swoje pieniądze.
A dlaczego mieliśmy tak dużą kwotę w lokalnej walucie? Bankomaty tutaj nie pracują, a banki - jak widać - raz robią raz nie robią. Zalecano, żeby wymienić wszystko od razu, po przyjeździe do Addis, bo potem może nie być możliwości. A my, na starcie, wymieniliśmy nieco za dużo z założeniem, że wszystkie nadwyżki wymienimy z powrotem na dolary...
- Że co? Poszedł, przyszedł z menadżerem.
- Nie, nie możesz zmienić. Zmieniamy tylko posiadaczom rachunku w naszym banku, obywatelom Etiopii, którzy mają do tego powód.
- Ale przecież ja mam powód - wyjeżdżam.
- Przepraszam, nic nie możemy zrobić.
Okazało się, że w Etiopii można zmieniać walutę tylko jednokierunkowo. Dolary na birry zmienią bardzo chętnie i bez pytania. Ale w drugą stronę to Golgota. Nikt nic nie wie, na pewno nie w tym banku, poszukaj gdzieś indziej. I tak od Annasza do Kajfasza, szwendaliśmy się z Olą wieczorem i o poranku tuż przed wylotem. Nie udało się. W końcu ruszyliśmy na lotnisko.
Na lotnisku i owszem, można zmienić, ale nie tutaj, gdzieś indziej. I szukaliśmy tego gdzieś indziej przez pół godziny - bez oznaczeń, bez kierunków, bez pomocnej dłoni. I w końcu jakieś biuro w ciemnym korytarzu. Ile chcesz zmienić? Co, trzysta dolarów?! A skąd to, kurde masz? Pokazuję kwitek, który dostaliśmy podczas wymiany, a który przezornie zachowaliśmy. No to co gadasz, że z Dashen Banku, przecież to inny bank! Pomyliłem się, tutaj na kwitku masz nazwę. No dobra, dawaj. Boarding pass, paszport, wypełnij zeznanie, na jednym kwitku, na drugim kwitku, tu data urodzenia, tam adres, sześćset sześćdziesiąt sześć podpisów. Oto twoje trzysta czterdzieści dolarów. Podziękuj.
I tak oto, po kilku godzinach pracy odzyskaliśmy swoje pieniądze.
A dlaczego mieliśmy tak dużą kwotę w lokalnej walucie? Bankomaty tutaj nie pracują, a banki - jak widać - raz robią raz nie robią. Zalecano, żeby wymienić wszystko od razu, po przyjeździe do Addis, bo potem może nie być możliwości. A my, na starcie, wymieniliśmy nieco za dużo z założeniem, że wszystkie nadwyżki wymienimy z powrotem na dolary...