Wehikuł czasu

W Etiopii jesteśmy o 7 lat młodsi. Czyż to nie wspaniałe? Aż mi się wszystkie zmarszczki naciągnęły; naturalny, bezoperacyjny lifting. Powiadają, że podróże kształcą, teraz wiadomo, że również wygładzają; nie tylko obyczaje.

Ale odstawmy żarty na bok i przejdźmy do sedna sprawy, czyli w czym rzecz.

Otóż kalendarz w Etiopii jest o siedem lat cofnięty w stosunku do kalendarza międzynarodowego. Dlaczego tak? Bóg ortodoksów jedynie raczy wiedzieć. A tak naprawdę, pewnikiem inaczej obliczają rok narodzin Chrystusa. Etiopia to taki religioznawcza żywa skamielina; chrześcijaństwo zamrożone mniej więcej w czwartym wieku naszej ery z wbudowanym na poziomie genetycznym nurtem lokalnym.

Co więcej pracują w specyficznym kalendarzu. Ich rok składa się z dwunastu miesięcy, z których każdy ma po trzydzieści dni. Jak łatwo obliczyć, daje to 360 dni, czyli do pełnego roku solarnego brakuje im pięć dni z hakiem. W ten oto sposób powstaje trzynasty, chudy miesiąc. I teraz oto wyjaśniło się, dlaczego głównym sloganem marketingowym kraju jest sformułowanie 'Etiopia - 13 monts of sunshine'.

Żeby tego było mało, nasi etiopscy przyjaciele mają swój własny, autorski czas. Doba zaczyna się u nich o zmroku, który tutaj (jako, że jesteśmy blisko równika) jak rok długi i szeroki, zapada około godziny osiemnastej czasu międzynarodowego. Czyli etiopska godzina zero-zero to międzynarodowa godzina osiemnasta. Iks minus sześć. Lub plus sześć - jak kto woli, wszak na jedno wychodzi w dwunastogodzinnym pojmowaniu zegara.