Jazda na Aksum
Ufffffff....
Niemiecki turysta, 2013 AD
To był koszmahr
Olon Ziolon, 2013 AD
Przy tym wycieczka do Mordoru to pestka
Frodo Baggins, 73000 BC
Niemiecki turysta, 2013 AD
To był koszmahr
Olon Ziolon, 2013 AD
Przy tym wycieczka do Mordoru to pestka
Frodo Baggins, 73000 BC
Ruszyliśmy o poranku wynajętym i, niestety, mocno przecenionym minibusem z trójką Niemców. Mieliśmy problemy zdrowotne i nie mogliśmy sobie pozwolić na tani, ale mniej elastyczny transport publiczny. Mniej więcej 50 kilometrów na północ od Gonder skończył się nam asfalt i zaczęło się coś, co ludy autochtoniczne nazywają ‘affrican massage’. Droga w budowie, wykrot pogania wykrot, a droga przebija się przez wysokie góry. Wyboje były niczego sobie, rzucało nami po fotelach, pył wciskał się przez wszystkie pory skóry, a słońce wypalało dziury w brzuchu. Z biegiem czasu animusze malały, a po kilku godzinach gier i zabaw dziecięcych straciliśmy resztki szacunku do tej drogi i weszliśmy w fazę myślenia o rzeczach przyjemnych, które - nie wiedzieć czemu - zostawiliśmy za sobą, w Europie, wyjeżdżając na tak zwane wakacje, które jakiś szaleniec nazywa 'aktywnym', i teraz uwaga: 'odpoczynkiem'. He, he. Ubawiłem się setnie.
Gdzieś w połowie zatrzymali nas mundrowi i powiedzieli, że nie wolno dalej. Po chwili okazało się, że zabierają się do wysadzania skały. Po pół godziny upalnego oczekiwania i jednym, ale za to słusznym strzale puścili nas dalej. Drogę sobie budują... Niebawem będzie tam równo, a jazda jak po maśle, tylko stetryczali podróżnicy-wycieczkowcy będą z łezką w oku wspominali, dawne, niełatwe czasy.
Po jedenastu godzinach podskoków i trzęsawki dotarliśmy na miejsce. Po-podróżna czka-czkawka trwała dwa dni.