O targowaniu
Targować się można i targować się trzeba.
W zakresie transportu publicznego, w ekstremalnych przypadkach, autochtoni są zdolni do mnożenia cen razy dziesięć. Czyli szofer dowolnego wehikułu na pytanie 'ile koszuje' odpowiada 'sto'. I po ciężkich bojach, trudach i znojach zostaje dziesięć lub dwadzieścia. W przypadku innych usług jest o wiele lepiej. W hotelach często mamy fixed price, rzadko kiedy chcą się targować, a jeśli już do targów dochodzi, to zmniejszenie ceny o dziesięć-dwadzieścia procent jest dla nas całkiem dobrym wynikiem. Po kolejnej burzliwej rozmowie z kierowcą tuk-tuka dopadła mnie refleksja, że trudno byłoby żyć na codzień w tym kraju. Z białym ryjem miałbym wszędzie ten sam taniec: zawyżanie cen, targowanie o każdego birra.
Jeśli już o cenach dla białasów mowa, wszędzie istnieją dwa cenniki. Dla lokalsów i dla tak zwanych faranji (farandżi) - jak nas tutaj nazywają. Więc białogębny faranji płaci dwa razy więcej niż czarnogębny autochton.
W zakresie transportu publicznego, w ekstremalnych przypadkach, autochtoni są zdolni do mnożenia cen razy dziesięć. Czyli szofer dowolnego wehikułu na pytanie 'ile koszuje' odpowiada 'sto'. I po ciężkich bojach, trudach i znojach zostaje dziesięć lub dwadzieścia. W przypadku innych usług jest o wiele lepiej. W hotelach często mamy fixed price, rzadko kiedy chcą się targować, a jeśli już do targów dochodzi, to zmniejszenie ceny o dziesięć-dwadzieścia procent jest dla nas całkiem dobrym wynikiem. Po kolejnej burzliwej rozmowie z kierowcą tuk-tuka dopadła mnie refleksja, że trudno byłoby żyć na codzień w tym kraju. Z białym ryjem miałbym wszędzie ten sam taniec: zawyżanie cen, targowanie o każdego birra.
Jeśli już o cenach dla białasów mowa, wszędzie istnieją dwa cenniki. Dla lokalsów i dla tak zwanych faranji (farandżi) - jak nas tutaj nazywają. Więc białogębny faranji płaci dwa razy więcej niż czarnogębny autochton.