Curva peligrosa

Chcieli mnie wyiskać. Na dworcu mnie wyiskać chcieli.

Jak się później dowiedziałem to dość często stosowana technika. Najpierw jeden kolo (którego notabene spytałem o drogę) zaczął mi nawijać, że mam coś na spodniach. Rzuciłem okiem na swoje odzienie - wszystko w porządku. Zapaliła mi się czerwona lampka, przyspieszyłem kroku. Tymczasem ktoś z tyłu polał mi plecak białym kremem, inny facet zaczął mi pokazywać, że coś jest nie tak. Sięgnąłem do tyłu - a tam cała ręka uwalana w białej brei. Od razu znalazła się pewna usłużna pani, która przez przypadek miała chusteczki i już mnie zaprasza na stronę, żeby to powycierać. A to wszystko działo się w pełnym biegu - szedłem na wysokich obrotach, a chodzę szybko. Szczególnie w okolicach, które uznaję za mało bezpieczne. Przy pani się nie zatrzymałem, wziąłem chusteczkę i poszedłem dalej, aż do poczekalni, w miarę spokojnego miejsca, gdzie iskacze się już raczej nie zapuszczają.


Spytałem potem kilku ludków. Wygląda na to, że w Buenos to już codzienność. Chcą żeby potencjalna ofiara położyła coś na ziemi. Potem usłużna pani, lub ktoś z jej eskorty podbiega i kradnie plecak, torbę, czy coś tam innego.Tak to już w Ameryce Południowej bywa. Trzeba na siebie uważać. A temat grabieży jest tematem dyżurnym w hostelach - tak jak temat zatruć w Indiach, czy kwestia wizożebrania w Azji Centralnej.

Reasumując całą przygodę. Może mnie chcieli wyiskać, a może nie. Teraz nie ma to najmniejszego znaczenia. Jak powiada Wojownik - najważniejsze, że nic się nikomu nie stało. To po prostu taki mały niebezpieczny zakręt podczas podróży, curva peligrosa, która czasami, złym profilem potrafi z trasy zrzucić, na manowce wprowadzić.