Latające barachło wszelakie

W Buenos coś mnie pokąsało bezlitośnie i okrutnie. Najprawdopodobniej komary i jakieś insekty z łóżka hostelowego. Nie wyglądam najlepiej. Niechlujnie zarośnięta gęba, a tam gdzie nie ma kłaków w oczy kłują wielkie czerwone bąble, na których kapitan wrona mógłby spokojnie posadzić boeinga 737.