Kolorowy odlot na Paragwaj
Dotarłem do Paragwaju, egzotycznego miejsca, spontanicznej struktury państwowej jakże różnej od Chile czy Argentyny. Powiada się (choć nie wiem, czy to przypadkiem nie urban legend, paskudna plotka rzucona na wiatr przez niefrasobliwego autora pewnego nie do końca profesjonalnego przewodnika), że po państwach afrykańskich jest to jeden z najbardziej skorumpowanych krajów na tej ziemi.
Na pierwszy rzut oka bieda zagląda tutaj ludziom w oczy. W Ciudad del Este tuż obok dworca rozlokowała się slamsowa wioska zbudowana z patyków i folii, w Asuncion widzieliśmy kobiety sortujące śmieci na głównym placu starego miasta. Butelki plastikowe na lewo, odpadki organiczne na prawo, a dookoła dzieci z miotełkami sprzątające panujący tutaj rozgardiasz. Na ulicach pełno się kręci policji, a w okolicach instytucji finansowych krążą ochroniarze i jakaś armia uzbrojona w długą broń, przy czym palce trzymają niedaleko spustów.
Przejście graniczne zaskakuje. Po pierwsze autobus jadący z Argentyny nie wiedzieć czemu nie zatrzymuje się na przejściu Paragwajskim. Trzeba się domagać, żeby kierowca wskazał ci budynek z tzw. 'migraciones', wszak pieczątka w paszporcie jest potrzebna, żeby opuścić ten kraj... Dobrze, że sobie o tym przypomniałem, miałbym się z pyszna na lotnisku w Asuncion gdyby mi w środku nocy odmówili wyjazdu... Po drugie po przekroczeniu granicy zmienia się świat. Na ulicach o wiele większy harmider, dużo pomniejszych sprzedawców oferujących szwarc mydło i powidło okraszonych ziołami wszelkiej maści i żywnością szybką w swej kreacji. Tak, brakowało mi tego w zmakdonaldyzowanym świecie krajów poprzednich.
Kraj jest kolorystycznie pozytywny. Niektóre ciężarówki są pomalowane jak choinka i obwieszone różnymi świecidełkami. W lokalnych autobusach wzdłuż burty wisi sznurek, który jest podłączony do bzyka informującego kierowcę, że chcesz wysiąść. Nie ma wyznaczonych oficjalnych przystanków autobusowych, za to pojazd zatrzymuje się generalnie na każdym skrzyżowaniu - można na czerwonym świetle wskoczyć lub wręcz na zaprzeciw, co czyni ten transport dość wygodnym w użyciu - wszak nie musisz szukać przystanku autobusowego. Po prostu podnosisz rękę, albo czekasz przy czerwonym świetle.
Tak, kraj zapowiada się ciekawie, żałuję, że mam tak mało czasu...
Niesprawiedliwość świata tego i tutaj mnie dopadła.
Paragwaju, Paragwaju, czemuż muszę cię opuścić!
Na pierwszy rzut oka bieda zagląda tutaj ludziom w oczy. W Ciudad del Este tuż obok dworca rozlokowała się slamsowa wioska zbudowana z patyków i folii, w Asuncion widzieliśmy kobiety sortujące śmieci na głównym placu starego miasta. Butelki plastikowe na lewo, odpadki organiczne na prawo, a dookoła dzieci z miotełkami sprzątające panujący tutaj rozgardiasz. Na ulicach pełno się kręci policji, a w okolicach instytucji finansowych krążą ochroniarze i jakaś armia uzbrojona w długą broń, przy czym palce trzymają niedaleko spustów.
Przejście graniczne zaskakuje. Po pierwsze autobus jadący z Argentyny nie wiedzieć czemu nie zatrzymuje się na przejściu Paragwajskim. Trzeba się domagać, żeby kierowca wskazał ci budynek z tzw. 'migraciones', wszak pieczątka w paszporcie jest potrzebna, żeby opuścić ten kraj... Dobrze, że sobie o tym przypomniałem, miałbym się z pyszna na lotnisku w Asuncion gdyby mi w środku nocy odmówili wyjazdu... Po drugie po przekroczeniu granicy zmienia się świat. Na ulicach o wiele większy harmider, dużo pomniejszych sprzedawców oferujących szwarc mydło i powidło okraszonych ziołami wszelkiej maści i żywnością szybką w swej kreacji. Tak, brakowało mi tego w zmakdonaldyzowanym świecie krajów poprzednich.
Kraj jest kolorystycznie pozytywny. Niektóre ciężarówki są pomalowane jak choinka i obwieszone różnymi świecidełkami. W lokalnych autobusach wzdłuż burty wisi sznurek, który jest podłączony do bzyka informującego kierowcę, że chcesz wysiąść. Nie ma wyznaczonych oficjalnych przystanków autobusowych, za to pojazd zatrzymuje się generalnie na każdym skrzyżowaniu - można na czerwonym świetle wskoczyć lub wręcz na zaprzeciw, co czyni ten transport dość wygodnym w użyciu - wszak nie musisz szukać przystanku autobusowego. Po prostu podnosisz rękę, albo czekasz przy czerwonym świetle.
Tak, kraj zapowiada się ciekawie, żałuję, że mam tak mało czasu...
Niesprawiedliwość świata tego i tutaj mnie dopadła.
Paragwaju, Paragwaju, czemuż muszę cię opuścić!