Nie wyrzucaj białych karteczek


Pamiętaj – nigdy nie wyrzucaj papierków,  które dostajesz na granicy, nawet jeśli wyglądają niewinnie i nie mają ani jednej pieczątki, napisu jakiegoś. Nigdy nie wiesz kiedy dopadnie cię celnik i zażąda. A żądać ma prawo, drań jeden.

Mnie dorwał przy próbie wyjazdu z Urugwaju. Pewna dystyngowana pani pokazała mi pustą białą kartkę i spytała gdzie to mam. Przeszukałem wszystkie kieszenie, sprawdziłem wszystkie małe karteczki, ale niestety każda była zadrukowana i – ku mojej rozpaczy a uciesze lokalnych oficjeli - w posiadaniu pustej nie byłem. Na to pewna dystyngowana pani poinformowała mnie, że muszę zapłacić za wystawienie nowej karteczki około 40 dolarów. Tych amerykańskich. Mina mi zrzedła, pogrążyłem się w odmętach rozpaczy, czego nie omieszkałem pokazać na mojej zarośniętej jak u bieszczadzkiego drwala twarzy. Po kilku minutach gorączkowych poszukiwań dystyngowana pani pokazała mi czerwoną kartkę i kulturalnie wyrzuciła z kolejki wskazując miejsce gdzie mogę sobie poszperać w swoich dokumentach nie blokując innych pasażerów. Po jakimś czasie poddałem się i spytałem co jeśli nie mam kasy – ‘no nie mam waszej kasy i co mi zrobicie?’. Ona na to, że nie mogę opuścić kraju. Przez kilka minut stałem patrząc tępo przed siebie uruchamiając na mojej facjacie całą tęczę, feerię wręcz, obrazów cierpienia i rozpaczy. W końcu dystyngowana pani się zlitowała i mnie puściła. Bez białej karteczki i bez opłaty.

P.S. Biała karteczka tak naprawdę miała kilka okienek, żadne z nich nie było wypełnione. Na początku miała wydrukowane moje imię i nazwisko, numer paszportu, numer rejsu. Po co im coś takiego? Chyba tylko po to, żeby od czasu do czasu zarobić 40 dołków.