Maraton

Po 36 godzinach podróży dotarłem do Puerto Natales. Niezły maraton autobusowy... Wzdłuż drogi pasły się stada lam, a spod kół uciekał struś (czy jak tam się nazywają duże, dwunogie, ptakopodbne stwory zamieszkujące tę stronę świata). Tereny tutaj puste, niekiedy na równinie jak okiem sięgnąć nie widać było żadnych wytworów człowieka.

Z Chile do Chile jechałem przez Argentynę. Zarobiłem kilka nowych pieczątek w paszporcie, co niestety zredukowało potrzebną mi przestrzeń na wizy, poza tym znowu na granicach odbyliśmy taniec z poszukiwaniem owocowej kontrabandy. Na szczęście duże bagaże zostały zaplombowane i nie przechodziły kontroli. Gdyby nie to, znowu musiałbym się tłumaczyć z liofilii.Teraz już mogę się przyznać, że w brzuchu przemyciłem kawałek wędliny zjedzonej razem z kanapką podczas podróży. Mięsa też nie wolno wwozić, więc zrobiłem celników w konia ;-).