Miasto Królów
Dotarłem bezpiecznie do Miasta Królów, zamknąłem w ten sposób pętlę i dojechałem do punktu wyjścia, który opuściłem mniej więcej pół roku temu. Siedzę teraz na krakowskim rynku i kończę obrzędy powitalne opisane w poprzednim wpisie. Jest bosko. I nawet nie drażni mnie, że na menu musiałem czekać pół godziny, a pod kiblem stoi ponury typ z miską i czyha na drobne klientów restauracji ;-).
A więc, Bracia i Siostry, wykonało się. Wyprawę dookoła świata uznajemy za zamkniętą.
Dziękuję tym, którym chciało się czytać tego bloga. Szczególnie dziękuję tym, którym chciało się pisać do mnie maile, jakże przyjemne i egzotycznie brzmiące po drugiej stronie świata. Warto też na zakończenie posypać głowę popiołem ;-). Wszystkich wytrwałych, którzy przedarli się przez ten gąszcz przepraszam za szyku przestawnego nadużywanie, za zapędy grafomańskie sygnalizowane przez tych, na których można liczyć, za odmienianie na wszelkie możliwe sposoby autochtonów, lokalnych ludków, tubylców, lokalsów, za wszelkie błędy stylistyczne i ortograficzne, literówki, nieścisłości i inne przeoczenia wyklute w ferworze walki, a które zostaną sukcesywnie wysprzątane w trakcie poimprezowej kwarantanny.
Ten blog - jak to już niejednokrotnie pisano - nie miał i nie będzie miał na celu rywalizacji z ogólnie dostępnymi przewodnikami. Zatem nie pojawią się tutaj informacje praktyczne. Niemniej jednak, jeśli wybierasz się w rejony przeze mnie opisane i potrzebujesz konsultacji, napisz do mnie, chętnie pomogę.
Zamyka się niniejszym asymetryczny kalejdoskop wrażeń. Noc już późna, opowieść skończona, zbieramy się stąd. Sio! Pozbierać szklanki ze stołu, ustawić krzesła.
Ostatni gasi światło...
Pssst... Ale zaglądnijcie tutaj od czasu do czasu. Mam podstawy przypuszczać, że niebawem będzie się coś działo...
A więc, Bracia i Siostry, wykonało się. Wyprawę dookoła świata uznajemy za zamkniętą.
Dziękuję tym, którym chciało się czytać tego bloga. Szczególnie dziękuję tym, którym chciało się pisać do mnie maile, jakże przyjemne i egzotycznie brzmiące po drugiej stronie świata. Warto też na zakończenie posypać głowę popiołem ;-). Wszystkich wytrwałych, którzy przedarli się przez ten gąszcz przepraszam za szyku przestawnego nadużywanie, za zapędy grafomańskie sygnalizowane przez tych, na których można liczyć, za odmienianie na wszelkie możliwe sposoby autochtonów, lokalnych ludków, tubylców, lokalsów, za wszelkie błędy stylistyczne i ortograficzne, literówki, nieścisłości i inne przeoczenia wyklute w ferworze walki, a które zostaną sukcesywnie wysprzątane w trakcie poimprezowej kwarantanny.
Ten blog - jak to już niejednokrotnie pisano - nie miał i nie będzie miał na celu rywalizacji z ogólnie dostępnymi przewodnikami. Zatem nie pojawią się tutaj informacje praktyczne. Niemniej jednak, jeśli wybierasz się w rejony przeze mnie opisane i potrzebujesz konsultacji, napisz do mnie, chętnie pomogę.
Zamyka się niniejszym asymetryczny kalejdoskop wrażeń. Noc już późna, opowieść skończona, zbieramy się stąd. Sio! Pozbierać szklanki ze stołu, ustawić krzesła.
Ostatni gasi światło...
KONIEC
Pssst... Ale zaglądnijcie tutaj od czasu do czasu. Mam podstawy przypuszczać, że niebawem będzie się coś działo...