Choć oko wykol

Porzuciłem gdzieś za sobą plecak, wlazłem w ciemne krzaki w nadziei na kawałek równego miejsca. 'Ciemno tutaj choć oko wykol. Chyba powinienem zapalić światło, trochę tutaj za gęsto'- pomyślałem. I nagle uderzenie, błysk światła w prawym oku, jakaś ostra ingerencja na powierzchni powieki... W podcieniach drzew nie zauważyłem małej czarnej gałązki czyhającej na mnie w mroku. Wellington postanowiło mi pogrozić palcem. I to solidnie. Rano bolał mnie oczodół i miałem zaczerwienione oko.

Wnioski na przyszłość. Pamiętaj, nie chodź w nocy po gęstym lesie bez światła. Nigdy.

Tej nocy umościłem sobie legowisko na stromym stoku podsypując, podkopując skosy; zbudowałem małą wertykalną platformę na swoją karimatę. Spałem pod chmurą, bo było ciepło, a nad moją głową falowały wielkie drzewa miziając się z na-wpół-zachmurzonymi gwiazdami. To była spokojna noc.