Moai
Posągi zwane moai - pełno ich tutaj. Poniszczone przez czas, człowieka i przyrodę, niektóre odrestaurowane, inne leżące twarzą ku ziemi, całe lub we fragmentach.
Moai były w zdecydowanej większości wyprodukowane w kamieniołomie na jednym z wulkanów o nazwie Rano Raraku z utwardzonego popiołu wulkanicznego (wygląda to jak blok solidnie sprasowanego żużla), jedynie nieliczne pochodzą z innego miejsca i są zrobione z innego materiału. Produkcją zajmował się zespół pięciu kamieniarzy przez kilka miesięcy, nawet jeden rok. Po wykonaniu Moai był transportowany w inne zakątki wyspy. Są przeróżne teorie na temat metody transportu, te sensowniejsze były przez autorów zweryfikowane w praktyce. Najprostsza teoria zakłada transport na rolkach z pni drzew (co tłumaczyłoby całkowitą deforstrację wyspy - pnie wycięto w pień w imię Idei), inna - bardziej twórcza, co nie oznacza, że lepsza, zakłada, że posąg stawiano pionowo i przesuwano jak lodówkę, przenosząc środek ciężkości to z jednej strony, to z drugiej (to by z kolei tłumaczyło legendę, według której posągi po wykonaniu samodzielnie wędrowały do miejsca przeznaczenia i jednocześnie kończyłoby wieloletnią dyskusję na temat pochodzenia kamiennego pielgrzyma ze spodkieleckiej wsi: po prostu jak pingwin odłączył się od stada i zmierza w kierunku bieguna północnego).
Kamieniołomy zostały opuszczone w pośpiechu - kilkaset niedokończonych pomników na różnych etapach produkcji świadczy o dość gwałtownym końcu tego świata i jednocześnie daje naukowcom informacje na temat technologii wytwarzania posągów. Najwyższy postawiony pomnik miał 10 metrów (niestety został powalony przez tsunami), najwyższy rozpoczęty miał 21 metrów i do dzisiaj leży na wpół wyrzeźbiony na zboczach wulkanu.
Moai składa się z dwóch części. Czarny posąg właściwy oraz czerwona czapka, sombrero, kapelusz, cylinder, czy jak to można nazwać. Posąg był tworzony w Rano Raraku, czapki w zupełnie innym miejscu zwanym Puna Pau. Mariaż następował dopiero w miejscu przeznaczenia. Całość z daleka i pod słońce ma mocno falliczne kształty - posąg, w jednej z interpretacji, reprezentował męski siły reprodukcyjne, które miały zapewnić dobrobyt mieszkańcom, fundatorom pomnika - np. całemu plemieniu. Inna interpretacja zakłada, że posąg jest fallusem, a czapka waginą - ich zespolenie reprezentuje początek życia i płodność. Wyspa swego czasu była przeludniona, kult płodności nie dziwi zatem - wszak z powodu braku żywności jeszcze przed najazdem białego człowieka dochodziło do krwawych wojen. Rzeczy te opowiadał nam pewien rdzenny mieszkaniec Rapa Nui, którego złapaliśmy na stopa wracając ze wschodniego krańca wyspy. To jedynie wycinek tego, co można opowiedzieć o wyspie i posągach. I to wycinek subiektywny, sam autor tej opowieści stwierdził, że nie ma jednego wyjaśnienia - nawet poszczególne rodziny inaczej o tym opowiadają. Natomiast ten blog nie ma ambicji zostać encyklopedią, zatem nie będę przepisywał rzeczy, które w dobie informacji są dość łatwo dostępne - wiarygodne, napisane przez ludzi, którzy się na tym znają i zęby swe zjedli na tych pomnikach. Wolę impresję - a słuchanie pewnego autochtonicznego pana w promieniach zachodzącego słońca oświetlającego piętnaście figur w Ahu Tongariki było doświadczeniem ekscytującym.
Zajrzyj tu jeszcze - ten wpis zostanie uzupełniony...
Moai były w zdecydowanej większości wyprodukowane w kamieniołomie na jednym z wulkanów o nazwie Rano Raraku z utwardzonego popiołu wulkanicznego (wygląda to jak blok solidnie sprasowanego żużla), jedynie nieliczne pochodzą z innego miejsca i są zrobione z innego materiału. Produkcją zajmował się zespół pięciu kamieniarzy przez kilka miesięcy, nawet jeden rok. Po wykonaniu Moai był transportowany w inne zakątki wyspy. Są przeróżne teorie na temat metody transportu, te sensowniejsze były przez autorów zweryfikowane w praktyce. Najprostsza teoria zakłada transport na rolkach z pni drzew (co tłumaczyłoby całkowitą deforstrację wyspy - pnie wycięto w pień w imię Idei), inna - bardziej twórcza, co nie oznacza, że lepsza, zakłada, że posąg stawiano pionowo i przesuwano jak lodówkę, przenosząc środek ciężkości to z jednej strony, to z drugiej (to by z kolei tłumaczyło legendę, według której posągi po wykonaniu samodzielnie wędrowały do miejsca przeznaczenia i jednocześnie kończyłoby wieloletnią dyskusję na temat pochodzenia kamiennego pielgrzyma ze spodkieleckiej wsi: po prostu jak pingwin odłączył się od stada i zmierza w kierunku bieguna północnego).
Kamieniołomy zostały opuszczone w pośpiechu - kilkaset niedokończonych pomników na różnych etapach produkcji świadczy o dość gwałtownym końcu tego świata i jednocześnie daje naukowcom informacje na temat technologii wytwarzania posągów. Najwyższy postawiony pomnik miał 10 metrów (niestety został powalony przez tsunami), najwyższy rozpoczęty miał 21 metrów i do dzisiaj leży na wpół wyrzeźbiony na zboczach wulkanu.
Moai składa się z dwóch części. Czarny posąg właściwy oraz czerwona czapka, sombrero, kapelusz, cylinder, czy jak to można nazwać. Posąg był tworzony w Rano Raraku, czapki w zupełnie innym miejscu zwanym Puna Pau. Mariaż następował dopiero w miejscu przeznaczenia. Całość z daleka i pod słońce ma mocno falliczne kształty - posąg, w jednej z interpretacji, reprezentował męski siły reprodukcyjne, które miały zapewnić dobrobyt mieszkańcom, fundatorom pomnika - np. całemu plemieniu. Inna interpretacja zakłada, że posąg jest fallusem, a czapka waginą - ich zespolenie reprezentuje początek życia i płodność. Wyspa swego czasu była przeludniona, kult płodności nie dziwi zatem - wszak z powodu braku żywności jeszcze przed najazdem białego człowieka dochodziło do krwawych wojen. Rzeczy te opowiadał nam pewien rdzenny mieszkaniec Rapa Nui, którego złapaliśmy na stopa wracając ze wschodniego krańca wyspy. To jedynie wycinek tego, co można opowiedzieć o wyspie i posągach. I to wycinek subiektywny, sam autor tej opowieści stwierdził, że nie ma jednego wyjaśnienia - nawet poszczególne rodziny inaczej o tym opowiadają. Natomiast ten blog nie ma ambicji zostać encyklopedią, zatem nie będę przepisywał rzeczy, które w dobie informacji są dość łatwo dostępne - wiarygodne, napisane przez ludzi, którzy się na tym znają i zęby swe zjedli na tych pomnikach. Wolę impresję - a słuchanie pewnego autochtonicznego pana w promieniach zachodzącego słońca oświetlającego piętnaście figur w Ahu Tongariki było doświadczeniem ekscytującym.
Zajrzyj tu jeszcze - ten wpis zostanie uzupełniony...