Without sound we are nothing

Stary Maorys śpiewał. Nucił monotonną melodię od czasu do czasu podnosząc głos, czasami przechodząc w coś pośredniego pomiędzy śpiewem a recytacją. Zamknąłem oczy i słuchałem tego szmeru, nuty pełzały mi powoli po karku wprawiając w doskonały nastrój.

- You know Kuba, without sound we are nothing.

Maorys zabrał mnie na stopa niedaleko Auckland i przewiózł jakimś rozklekotanym pojazdem sto kilometrów na południe w stronę Wellington. Na zakończenie podróży dałem mu swój dźwięk, dałem mu swoją drumlę.