Quba
Quba to bardzo mile i senne miasto. Dominuje tutaj - przynajmniej tak twierdzi przewodnik - rosyjska architektura z XIX wieku, jednopietrowe domki, troche malo zadbane, ale estetyczne w pelni swojej bryly. Jesli chodzi o wymowe nazwy - po rosyjsku mowi sie po prostu Kuba, w azerskim brzmi to Guba, gdzie 'G' to specyficzny dzwiek, ktorego do tej pory nie udalo mi sie do konca opanowac.
Zaiste, zjechalem ze standardowych sciezek podrozniczych. Jestem chyba jedynym europejczykiem w tym miescie i nad wyraz zwracam na siebie uwage lokalnych ludkow. Moje krotkie spodnie* i potargana koszulka z dziwnymi znaczkami rozbawiaja ich niemal do lez. Ale bycie bialasem w takim miejscu do czegos zobowiazuje - musze lokalsom dostarczyc rozrywki, taka moja rola, taka obrana sciezka. He heh. Dzisiaj jeden z moich tymczasowych przyjaciol, Wytworca Muchomorow Czerwonych, zapytal, dlaczego nie ubralem nowej koszulki, tylko taki staroc. Coz, nie zedra ze mnie nawet sila tej szmaty, za duzo razem przeszlismy...
W ciagu jednego dnia poznalem tutaj bardzo wielu ludzi. Wypilem moze i cale morze herbaty rozmawiajac ze starszymi i mlodszymi przedstawicielami Azerskiej prowincji. Na bazarze zrobilem spore zamieszanie miotajac sie z apratem pomiedzy straganami. Na szczescie autochtoni przyjeli mnie przyjaznie, co najwyzej smiejac sie z dziwactw bialasa.
Jednak pomimo najszerszych checi nie moge sie wstrzelic w dzialalnosc fotograficzna. Chyba za duzo sie do tej pory dzialo - przez niemal dwa tygodnie bez zadnej przerwy zmienialem lokalizacje, walczac z przeciwnosciami losu, choroba wysokosciowa i nadmiernym upalem. Dopiero dzisiaj udalo mi sie na chwile przystanac, wyszarpac jeden dzien przerwy, zatrzymac w biegu, ogarnac rzeczywistosc i odbudowac nadwatlone zapasy energii. Wczoraj rozbawilem tutejszego sprzedawce zaopatrujac sie w naparstek i komplet igiel. Rozpadly mi sie sandaly i maly plecaczek szturmowy, nie wspominajac spodni, ktore przejechaly ze mna przez polowe swiata. Siedzialem wieczorem szyjac to wszystko (nicia dentystyczna, ktora z butami calkiem dobrze konwersuje), probujac posklejac wszystkie strefy nieciaglasci w moim ekwipunku. No i, oczywiscie, Bracia i Siostry - prysznic, prysznic, prysznic! Biezaca woda, ktore temperatura jest nieco wyzsza od wysokogorskich 4 stopni w Celcjuszu. Blogostan.
Jutro wybieram sie do miejscowosci Xinaliq, ponoc enklawy gorali kaukaskich, mowiacych odrebnym jezykiem. Potem wychodze na treking, na druga strone gor, do miejscowosci, ktorej nazwy teraz nie pomne. Stamtad mam dwie opcje - albo bede szedl dalej w gory, albo przez Gusar wracam do Baku. Zatem na jaks czas zamilkne.
* tutaj nawet dzieci chodza w dlugich spodniach, dominuja czarne dzinsy, dosc ciekawie jak na czterdziestostopniowy upal
Zaiste, zjechalem ze standardowych sciezek podrozniczych. Jestem chyba jedynym europejczykiem w tym miescie i nad wyraz zwracam na siebie uwage lokalnych ludkow. Moje krotkie spodnie* i potargana koszulka z dziwnymi znaczkami rozbawiaja ich niemal do lez. Ale bycie bialasem w takim miejscu do czegos zobowiazuje - musze lokalsom dostarczyc rozrywki, taka moja rola, taka obrana sciezka. He heh. Dzisiaj jeden z moich tymczasowych przyjaciol, Wytworca Muchomorow Czerwonych, zapytal, dlaczego nie ubralem nowej koszulki, tylko taki staroc. Coz, nie zedra ze mnie nawet sila tej szmaty, za duzo razem przeszlismy...
W ciagu jednego dnia poznalem tutaj bardzo wielu ludzi. Wypilem moze i cale morze herbaty rozmawiajac ze starszymi i mlodszymi przedstawicielami Azerskiej prowincji. Na bazarze zrobilem spore zamieszanie miotajac sie z apratem pomiedzy straganami. Na szczescie autochtoni przyjeli mnie przyjaznie, co najwyzej smiejac sie z dziwactw bialasa.
Jednak pomimo najszerszych checi nie moge sie wstrzelic w dzialalnosc fotograficzna. Chyba za duzo sie do tej pory dzialo - przez niemal dwa tygodnie bez zadnej przerwy zmienialem lokalizacje, walczac z przeciwnosciami losu, choroba wysokosciowa i nadmiernym upalem. Dopiero dzisiaj udalo mi sie na chwile przystanac, wyszarpac jeden dzien przerwy, zatrzymac w biegu, ogarnac rzeczywistosc i odbudowac nadwatlone zapasy energii. Wczoraj rozbawilem tutejszego sprzedawce zaopatrujac sie w naparstek i komplet igiel. Rozpadly mi sie sandaly i maly plecaczek szturmowy, nie wspominajac spodni, ktore przejechaly ze mna przez polowe swiata. Siedzialem wieczorem szyjac to wszystko (nicia dentystyczna, ktora z butami calkiem dobrze konwersuje), probujac posklejac wszystkie strefy nieciaglasci w moim ekwipunku. No i, oczywiscie, Bracia i Siostry - prysznic, prysznic, prysznic! Biezaca woda, ktore temperatura jest nieco wyzsza od wysokogorskich 4 stopni w Celcjuszu. Blogostan.
Jutro wybieram sie do miejscowosci Xinaliq, ponoc enklawy gorali kaukaskich, mowiacych odrebnym jezykiem. Potem wychodze na treking, na druga strone gor, do miejscowosci, ktorej nazwy teraz nie pomne. Stamtad mam dwie opcje - albo bede szedl dalej w gory, albo przez Gusar wracam do Baku. Zatem na jaks czas zamilkne.
* tutaj nawet dzieci chodza w dlugich spodniach, dominuja czarne dzinsy, dosc ciekawie jak na czterdziestostopniowy upal